Od magów starożytności do programów kosmicznych NASA
HISTORIA - TEORIA - PRAKTYKA
HISTORIA JASNOWIDZENIA
Wiele świadectw jasnowidzenia zawierają najstarsze zabytki kultury. Jeszcze przed początkiem piśmiennictwa, kiedy wiedzę o świecie przekazywano z pokolenia na pokolenie, z ust do ust, wśród dawnych mitów i legend znalazły się historie opisujące widzenie zdarzeń na odległość i przepowiadanie przyszłości.
Jeszcze przed naszą erą istniało wielu wróżbitów: pytii, wyroczni, wieszczów, magów. Dokumenty świadczą o tym, że za dawnych czasów władcy często zwracali się do nich, żeby podejmować najtrafniejsze decyzje w polityce wewnętrznej i zewnętrznej.
Według Herodota, jeden z najpotężniejszych władców Azji (chodzi o króla Libii - Krezusa) posłał gońców do różnych wieszczów, aby każdy z nich odpowiedział na pytanie: "Co określonego dnia robi władca?" Prawidłową odpowiedź dała Sybilla Delfijska, dlatego później Krezus zwracał się tylko do niej.
A kim są prorokowie?
Zgodnie z pojęciem starożytnych, prorok jest "zwiastunem przyszłości, przedstawicielem wyższych niebiańskich sił". Żydzi w starożytności traktowali proroka jako "wyrocznię woli Boga Jahwe". Warto zwrócić uwagę na to, że prorocy, jasnowidzowie, jak również kapłani występują praktycznie w każdej religii. Wieszcze-magowie istnieli i w dawnej religii Słowian. O jednym z nich pisał Aleksander Puszkin w "Pieśni o wieszczym Olegu".
Również autorzy ksiąg Starego Testamentu nie zaprzeczają istnienia proroków w innych religiach. Na przykład Księga Królewska Trzecia wymieniła 450 proroków Baala i 400 proroków gajowych, którzy współzawodniczyli z jedynym biblijnym prorokiem Eliaszem.
Ciekawe, że funkcję proroków często pełniły kobiety. Wystarczy przypomnić sobie ze Starego Testamentu takie żydowskie prorokinie, jak Debora: "A była Debora prorokini, żona Lapidoth, która sądziła lud czasu onego. A siedziała pod palmą, którą imieniem jej zwano, między Rama a Bethel, na górze Epharaj; i chodzili do niej synowie Izraelowi na każdy sąd."(Księga Sędziów IV,4,5); prorokini Anna (Ewangelie św. Łukasza,II,36); greckie i rzymskie wieszczki - Sybilla i Pytia, proroctwa których zostały zebrane w "Księgach Sybillińskich".
W starożytnym świecie praktykowano wróżbiarstwo również przez osoby prywatne. W mieście Filippi pewni właściciele niewolników trzymali jasnowidzącą jako służącą, wyzyskując jej umiejętności.
"I przydało się, gdyśmy szli na modlitwę, iż dziewka niektóra, co miała ducha Python, potkała się z nami, która zysk wielki panom swym czyniła, wieszcząc" (Dzieje Apostolskie XVI,16).
Autor biblijnej Księgi Liczb twierdzi, że Pan Bóg rozmawia z prorokami we śnie (Księga Liczb, XII,6). Wierzą w wieszcze sny i autorzy Nowego Testamentu. Na przykład ewangeliści twierdzą, że Józef, mąż Maryi, miał wieszczy sen. Prorocze widzenia senne mieli również mędrcy, którzy przyszli witać przyjście na Ziemię Syna Bożego Jezusa Chrystusa. "Dzieje Apostolskie", powołując się na proroka Joela, przepowiadają, że przed końcem świata starcy będą pouczani właśnie przez objawienia we śnie: "I będzie w ostateczne dni, (mówi Pan): Wyleję z Ducha mego na wszelkie ciało, a prorokować będą synowie wasi i córki wasze, a młodzieńcy wasi widzenia będą widzieć, a starcom waszym sny się śnić będą. A iście w one dni na sługi i służebnice moje wyleję z Ducha mego, i będą prorokować" (Dzieje Apostolskie, II, 17-18). Wiara w sny wieszcze była właściwa prawie wszystkim religiom świata, ponieważ uważano, że dusza podczas snu opuszcza ciało i ma możliwość wędrować osobno od swojej powłoki fizycznej. Wszystko, co dzieje się z nią podczas takich wędrówek, jest właśnie marzeniem sennym, na skutek samodzielnego doświadczenia duszy. Powstała nauka o wieszczych snach, która pozwolała na ich interpretację i przepowiadanie przyszłości. Znamienne jest to, że prorocze sny mają nie tylko ludzie pospolici, niewykształceni, ale również i władcy. Królowa Madagaskaru Ranawalana, która żyła w drugiej połowie XIX stulecia, specjalnym rozkazem zabroniła swoim podwładnym jawiać się jej we śnie. "Nie przestrzegających" tego zakazu oczekiwała wielka niełaska królowej. Ludzie przywiązywali zawsze dużą wagę do swoich snów.
Sybilla Delfijska, która po obowiązkowej trzydniowej głodówce dokonywała ablucji w gorącym źródle świątyni, siadała potem na trójnogu umieszczonym nad rozpadliną i, wdychając odurzające opary, wchodziła w trans, zdobywając w taki sposób zdolność przepowiadania przyszłości i odpowiadania na poprzednio zadawane pytania.
W dziełach wielkiego Homera w wielu miejscach mówi się o greckich wróżbitach, którzy mogli przepowiadać przyszłość nie używając środków narkotycznych.
Prorocy i prorokinie w dawnych czasach byli szeroko znani, chociaż więcej wiadomości pozostało o starożytnych prorokiniach, które zwały się sybillami. Jedną z najbardziej popularnych była Demofilla, która żyła w VI stuleciu przed n.e. w mieście Kume i dlatego nazywała się Sybilla Kumska. Związana jest z nią legenda o tym, jak król rzymski Tarkwiniusz Pyszny znalazł się w skomplikowanej sytuacji, kiedy Sybilla Kumska zaproponowała mu zakup dziewięciu ksiąg jej przepowiedni. Król odmówił, wtedy prorokini spaliła trzy z dziwięciu ksiąg i zaproponowała imperatorowi kupienie reszty za taką samą cenę, ale on znów odmówił. Wtedy prorokini spaliła jeszcze trzy księgi i znów zaproponowała pozostałe trzy, za taką samą cenę. Po długich namysłach i naradach ze swoimi powiernikami Tarkwiniusz w końcu nabył je. Tę legendę zwykle podaje się jako historię, która wyjaśnia pojawienie się "Ksiąg Sybillińskich".
Najbardziej obfitujące w jasnowidzów i wróżbiarzy okazało się średniowiecze. Wystarczy wymienić imię Michała Nostradamusa (1503 - 1566), który mieszkał na dworze Karola IX. Nostradamus zostawił po sobie księgę przepowiedni pt. "Centuries astrologiques" (1555). Książka przedstawia zbiór proroctw - napisanych prozą i czterowierszem - w których Nostradamus nawiązuje do wydarzeń poczynając od XVII w. n.e. do połowy IV tysiąclecia (tzn. prawie na dwa tysiące lat w przyszłość).
W swoich czterowierszach Nostradamus, na przykład, szczegółowo opisał historię Napoleona Bonapartego, chociaż w tekstach "Centuries" nosi on imię Napolonor. Być może nie jest to nawet pomyłką Nostradamusa, tylko błędem drukarskim jego wydawcy (co często zdarza się i teraz). Nostradamus, opisując faszystowskich przywódców Trzeciej Rzeczy, wymienia nazwisko Hisler, jako jednego z nazistów, który zginie w XX w. razem z faszyzmem. Wielu badaczy "Centuries" (w tym i autor niniejszej książki) myśleli najpierw, że jest to niedokładnie napisane imie Hitlera. Tymczasem w 1990 roku w gazecie "Sowierszenno sekretno" ("Ściśle tajne") wydawanej przez Juliana Semionowa został opublikowany fragment tak zwanego "testamentu Hitlera", w którym mowa o tym, że osobistym rozkazem z 25 kwietnia 1945 roku Hitler usuwa ze wszystkich stanowisk Heinricha Himmlera i powołuje na stanowisko ministra spraw wewnętrznych Niemiec "gauleitera Paula Hislera". Jak więc okazało się, Nostradamus był absolutnie dokładny w przepowiedni imion i zdarzeń, które miały nastąpić za kilkaset lat (precyzyjność charakteryzuje również inne jego przepowiednie).
Michel de Nostre-Dame na królewskim dworze pełnił oprócz funkcji medycznych, również obowiązki nauczyciela przyszłej królowej Szkocji Marii Stuart, której przepowiedział tragiczny los i śmierć na szafocie w lutym 1587 roku.
Mimo prześladowania przez Kościół prorocy i prorokinie byli bardzo rozpowszechnieni w średniowiecznej Europie. Warto przypomnić sobie wybitną bohaterkę narodu francuskiego - która została spalona na stosie, a później kanonizowana - "Dziewicę Orleańską". Joannie d'Arc, prostej dziewczynie z chłopskiej rodziny z wioski Domremi, król francuski, z powodów zupełnie niezrozumiałych w XX stuleciu, powierzył armię francuską. Pod dowództwem kobiety z ludu, która bez wątpienia posiadała niezwykłe zdolnosci percepcji pozazmysłowej, znaleźli się nie tylko żołnierze i generałowie, lecz również i arystokracja księżęcej krwi. Jak wiadomo, Joanna d'Arc wygrała cały szereg bitew, wykazując się jako świetny dowódca (mimo, że była niepiśmienna). Później wydano ją Anglikom i po wyroku sądu inkwizycji została spalona jako czarownica. Biografowie Joanny d'Arc opowiadają, że od dzieciństwa miała "cudowne widzenia" i słyszała głosy aniołów, które pomagały jej zwyciężać w bitwach.
W średniowieczu jasnowidzenia i wróżbiarstwa nie uważano za coś dziwnego i niezwykłego. Wystarczy przypomnieć sobie dzieła Williama Szekspira, gdzie przepowiednie zdarzają sie dosyć często, na przykład, proroctwo Makbeta, które się spełniło.
Saint-Germain twierdził, że żyje na Ziemi już kilka tysięcy lat, że znał osobiście Sokratesa i Jezusa Chrystusa, że jest zdolny przepowiadać przyszłe wydarzenia. Jak wynika z dokumentów XVIII stulecia, hrabia Saint-Germain naprawdę zajmował się wróżbiarstwem przy pomocy dzieci. Doprowadzał swoje młode media do stanu hipnotycznego przez skupienie ich wzroku na kryształowej karafce, przenosząc w taki sposób świadomość "asystentów" do przyszłości. Dziecko zaś, będąc w stanie somnambulicznym, przepowiadało. Istnieje autentyczna rycina, na której został przedstawiony taki seans, prowadzony przez Saint-Germaina przed rodziną królewską. Saint-Germain stoi za chłopczykiem, trzymając rękę na jego głowie. Chłopczyk patrzy na karafkę i przepowiada przyszłość siedzącej przed nim królewskiej rodzinie i dworzanom.
Wielu wróżbiarzy cierpiało za swój dar, jak na przykład mnich Abel czy też znana prorokini, córka króla Troi Kassandra, która przepowiedziała upadek i zniszczenie Troi. Nie uniknęła nieprzyjemności i znana paryska jasnowidząca zeszłego stulecia Maria Anna Adelaida Lenormant, która mimo że była przyjaciółką żony Napoleona - Józefiny - była prześladowana i została zesłana z Paryża, dokąd wróciła dopiero po upadku cesarza. Po powrocie do Paryża Maria Lenormant spotkała się z przyszłym dekabrystą Sergiejem Iwanowiczem Murawjowem-Apostołem. Opowieść o tym spotkaniu została spisana z jego słów i opublikowano ją w czasopiśmie "Ruskie Archiwum" (1871, Nr 1, s. 262).
"Podczas zajęcia przez rosyjską armię Paryża w 1814 roku, które nastąpiło po odwrocie Napoleona z Rosji, wspaniały młody oficer gwardyjski Sergiej Iwanowicz Murawjow-Apostoł z przyjacielem odwiedzili znaną jako "Sybilla z przedmieścia Saint-Germain", paryską wróżkę Marię Lenormant (1772 - 1843). Oficerowie zapytali ją o swój los. Wróżka powiedziała, że obydwaj zginą śmiercią gwałtowną. Zwracając się do Murawjowa powiedziała: "Zostanie Pan powieszony!" Oburzony na wiadomość o haniebnej egzekucji młodzieńczo żywiołowy 18-letni Murawiow ostro sprzeciwił się jej, mówiąc, że nie jest "byle Anglikiem, tylko rosyjskim szlachcicem" (w Rosji wówczas została zniesiona kara śmierci dla przedstawicieli szlachty). Jednak okropna przepowiedź spełniła się po dwunastu latach, kiedy wśród pięciu powieszonych dekabrystów znalazł się i Sergiej Iwanowicz Murawjow-Apostoł."
Jednym z najbardziej znanych naukowców zajmujących się eksperymentalnym badaniem jasnowidzenia jest Szafika Karaguła, Amerykanka tureckiego pochodzenia, która mieszka w Los Angeles. Swoje wieloletnie doświadczenia zebrała w książce pt. "Wyłom do twórczości", w której opisuje amerykańskich biznesmenów, posługujących się w pracy swoimi zdolnościami jasnowidzenia. Jednym z nich jest niejaki pan Ray, wybitny amerykański przemysłowiec. Od rana w swoim gabinecie skupia się on na jednym ze swoich przedsiębiorstw, które są porozrzucane po całym terenie Stanów Zjednoczonych, widzi wszystkie problemy które wymagają jego natychmiastowej interwencji i stosuje środki do ich usunięcia, zanim jego pracownicy zameldują o trudnościach, które naprawdę następują. Zdolny jest również na kilka miesięcy wcześniej dowiedzieć się kiedy i z jakiego powodu, z jego firmy zwolni się odpowiedzialny pracownik. Mając taką informację Ray ma możliwość zawczasu przygotować mu odpowiedniego następcę.
Wiadomo również, że prezydent USA Jerzy Waszyngton w roku 1777 miał widzenie, w którym pokazano mu przyszłość kraju. Potem to widzenie podtrzymywało go na duchu podczas wojny. Waszyngton opowiadał generałowi Antonowi Sheridanowi, jak pewnego razu w 1777 roku pracował przy biurku, podniósł głowę i zobaczył nieznaną piękną kobietę, stojącą przed nim. Bardzo się zdziwił, ponieważ kilka godzin przed tym rozkazał nikogo nie wpuszczać. Poczuł się nagle jak obezwładniony, zaniemówił, coś sparaliżowało jego myśli. Ogarnęło go coś tajemniczego i potężnego. Powoli otoczenie zrobiło się promieniste, kobieta stała się eteryczną, a on poczuł, że umiera. Potem prezydent usłyszał głos, który ogłosił: "Synu republiki, patrz i ucz się!" Kobieta wyciągnęła rękę na wschód i Waszyngton przez rozproszającą się mgłę zobaczył obraz. Przed nim, na jednej płaszczyźnie leżały wszystkie kontynenty. Między nimi przetoczały się fale oceanów. Potem, na tle amerykańskiego kontynentu pojawiły się obrazy wydarzeń trzech wielkich kryzysów w życiu narodu amerykańskiego. Gdy obrazy zniknęły, postać powiedziała: "Synu republiki, to co zobaczyłeś tłumaczy się w sposób następujący. Trzy wielkie niebezpieczeństwa czyhają na twój kraj. Najbardziej okropne będzie trzecie, którego świat nie pokona, jeśli nie zjednoczy się. Niech każde dziecko republiki nauczy się żyć dla swojego Boga, swojego kraju i związku." Tak mówiąc widmo zniknęło i prezydent zrozumiał, że widział przyszłość, postęp i wielkie przeznaczenie Stanów Zjednoczonych Ameryki.
Stalin również interesował się percepcją pozazmysłową. Kiedy dowiedział się, że do ZSRR przybył ukrywający się przed nazistami Wolf Messing, zaprosił go do siebie. Z inicjatywy Stalina zostały sprawdzone zdolności Messinga. Miał pobrać z banku 100 000 rubli, korzystając zamiast czeku z kartki papieru. Zrobił to. Były także inne testujące go zadania. Wolf Messing opisał to wszystko w swoich autobiograficznych książkach.
Jednak, mimo że te zjawiska są niewytłumaczalne, jako pierwsi w XX wieku zaczęły korzystać z nich służby specjalne - wywiad i kontrwywiad.
W związku z tym interesująca staje się cytowana już książka Szafiki Karaguły, w której opisany został jeden z jasnowidzących pracowników kontrwywiadu Stanów Zjednoczonych "pułkownik Jim". Kiedy chciał on ocenić sytuację lub konkretną osobę, w jego świadomości wybuchał pewien symbol, charakteryzujący człowieka lub sytuację. Na przykład podczas rozpatrywania sprawy nominacji na poważne stanowisko jednego z pracowników systemu obrony USA, w świadomości "pułkownika Jima" wybuchł symbol, który wskazywał na to, że życiorys tego kandydata "nie jest w porządku". Doskonałe sprawdzenie kandydata ujawniło, że jest on szpiegiem obcego kraju...
Międzynarodowe Stowarzyszenie Astrologów i Jasnowidzących udziela konsultacji wielu politykom, i teraz znany jest już fakt, że Johna Kennedyego zabito w przepowiedziany zawczasu dzień.
W latach pięćdziesiątych w Pradze pracował najsłynniejszy psycholog Milan Ryzl, który zajmował się szkoleniem jasnowidzących. Pracując ze studentami praskich szkół wyższych wybierał dla swoich badań młodych ludzi, u których nie występowało mimowolne jasnowidzenie (o szczegółach jego metody opowiemy później).
Milan Ryzl wprowadzał badanych w "stan zmieniony" i miał możliwość sterowania ich świadomością, wysyłając ich do ustalonych punktów czasoprzestrzeni, a później przekazywał sterowanie tym procesem samemu badanemu. W roku 1967 Miłan Ryzł w kijowskim Instytucie Psychologii wygłosił odczyt naukowy o swojej pracy zatytułowany: "Trening percepcji pozazmysłowej za pomocą hipnozy." Autorowi tej książki zdarzyło się spotkać z Milanem Ryzlem w 1967 r., a później przygotowywać jasnowidzących jego metodą. W 1968 r. podczas wydarzeń w Czechosłowacji Milan Ryzl wyemigrował do USA, i podjął pracę w NASA. Została tam wówczas utworzona grupa do badań kosmicznych za pomocą parapsychologii: telepatii, jasnowidzenia i metody "projekcji astralnej". Po trzech latach, w roku 1971 amerykańskie gazety poinformowały, że wykonano cztery seanse telepatyczne między statkiem kosmicznym "Apollo" a Ziemią podczas jego lotu na Księżyc. Z dwustu wizerunków talii kart Zenera nadanych z kosmosu przez astronautę Edgara Mitchella 51 okazało się zgodnych (tzn. że zobaczył je jego partner telepatyczny w Huston). Prawdopodobieństwo przypadkowości tego wyniku, według oceny amerykańskich badaczy, wynosi 0,0003.
Przez ostatnie 20 lat badania kosmosu przeprowadza się w NASA za pomocą metody "projekcji astralnej", to znaczy kiedy "astronauta-operator", znajdujący się w Huston, wysyła swego "sobowtóra astralnego" do innych światów. W taki sposób zostały uzyskane wizerunki powierzchni planet (w szczególności Marsa), które później potwierdziły się na zdjęciach ze statków kosmicznych programu "Wiking".
Amerykańscy badacze kosmosu za pomocą jasnowidzenia nie ograniczają się do badania planet systemu słonecznego. Metodą "projekcji astralnej" uzyskano wizerunki planet innych gwiazd. Biorąc pod uwagę precyzyjność, z którą "sobowtóry astralne" opisują powierzchnię Marsa, Wenus, Merkurego, precyzyjność wynikającą ze zdjęć tych planet, można spodziewać się, że badania te potwierdzą swoją przydatność w przyszłości, kiedy statki kosmiczne Ziemian dotrą do tych odległych obiektów.
Nie mniej sensacyjna wiadomość została opublikowana w gazecie "Komsomolskaja Prawda" z 25 marca 1989 r. w artykule Warsegowa pt. "Latająca Lela". Opisuje w nim 12-letnią dziewczynkę, która - to wynika z jej słów - podróżuje w przestrzeni kosmicznej i zwiedza różne planety, a później opowiada, co tam zobaczyła.
Pięć dużych wirów znajduje się wzdłuż prostej linii kręgosłupa: jeden u jego trzonu, drugi prawie w środku, między pępkiem a kością łonową, trzeci obok pępka, czwarty na linii środkowej części mostka w okolicach serca, piąty obok krtani albo jabłka Adama. Szósty duży wir, który znajduje się po lewej stronie ciała, w okolicach śledziony i trzustki, widocznie nie jest związany z łańcuchem wirów umieszczonych wzdłuż kręgosłupa. Dwa ostatnie duże wiry znajdują się: pierwszy mniej więcej między brwiami, drugi - na czubku głowy. Według stanu tych wirów Diana przeprowadza diagnostykę chorób."
Te wiry energetyczne umieszczone wzdłuż kręgosłupa przerażająco zgadzają się z "czakrami", wzmiankowanymi w hinduskich księgach tysiąc lat temu. Autorzy hinduscy również opisują siedem centrów energetycznych - "czakr" ("czakra" w sanskrycie znaczy koło), które według hinduskiej tradycji odtwarzają się w postaci kwiatów lotosa, umieszczonych wzdłuż kręgosłupa i mających różną ilość płatków. Ilość tych płatków odpowiada ilości mniejszych stożków, łączących się w jednym dużym wirze, który to właśnie widzi Diana. Dolna czakra, znajdująca się przy kości guzicznej, nazywa się "muladchara"; następna, trochę wyżej wzgórka łonowego - "swadchistana"; trzecia, w okolicach splotu słonecznego - "manipura"; czwarta, na piersi, na linii serca - "annachata"; piąta czakra w okolicach jabłka Adama - "wiszudcha"; szósta, trochę wyżej linii nadbrwiowej - "adżna" (właśnie tu, według hinduskiej tradycji, znajduje się trzecie oko, które odpowiada za jasnowidzenie); siódma czakra, która znajduje się nad czubkiem trochę wyżej głowy i łączy, zdaniem Hindusów, człowieka z kosmosem, nazywa się "sachasrara".
Ciekawe, że dawny system "czakr", znajdujących sie tam, gdzie obserwowała "wiry energetyczne" Diana, nawet w szczegółach zgadza się ze współczulnym układem nerwowym, który został opisany przez Lengley'a. Ten układ (wielki rosyjski fizjolog I. Pawłow nazywał go "pierwszym układem sygnałów") odpowiada za najbardziej precyzyjną regulację przemiany materii, energetycznych i informacyjnych procesów w organizmie człowieka. Znany fizjolog XIX stulecia Testu w dziele pt. "Anatomia człowieka" pisze: "Współczulny układ nerwowy składa się z dwóch dużych nerwów, które idą wzdłuż kręgosłupa i przylegają do niego z obu stron. Zaczynają się na dole, przy ostatnim kręgu krzyżowym i kończą w mózgu. Dzielą się one na następne grupy: a) cztery pary nerwów krzyżowych, które stanowią splot krzyżowy;
TEORIA JASNOWIDZENIA
Tych zjawisk nie można ignorować - trzeba je uważnie obejrzeć,
dowiedzieć się, co w nich należy do kategorii znanych zjawisk fizycznych,
co do dziedziny ludzkich halucynacji, co do oszustw a co,
w końcu, do kategorii zjawisk obecnie niewytłumaczalnych,
odbywających się zgodnie z nieodkrytymi jeszcze prawami natury.
Dymitr Mendelejew
Przekonaliśmy się, że jeszcze w starożytności ludzie stosowali jasnowidzenie do celów praktycznych. Jednak miniona, a do niedawnych czasów i współczesna nauka traktowała te zjawiska jako cuda. Oczywiście, ludzie próbowali jakoś wytłumaczyć swoje wyobrażenia o mechanizmach jasnowidzenia, usiłowali pogodzić je ze swym systemem światopoglądowym. Najbardziej rozpowszechnione były teorie o duszy, oddzielającej się od ciała fizycznego, o czym była mowa w poprzednim rozdziale. Nie trzeba zapominać o tym, że starożytni rozpatrywali Wszechświat jako składający się z czterech żywiołów: ziemi, wody, powietrza i ognia. Ta, wydawałoby się, prymitywna teoria znalazła swoje potwierdzenie w XX wieku, kiedy okazało się, że materia może znajdować się tylko w czterech stanach skupienia: w stałym, ciekłym, lotnym i w postaci plazmy, co całkowicie zgadza się z przedstawieniami starożytnych o czterech żywiołach. Uważając człowieka za nieodłączną część Wszechświata, mędrcy starożytności konkretnie wpisywali go w ten świat i zupełnie logicznie twierdzili, że oprócz widocznego ciała fizycznego, składającego się z żywiołów "ziemi" i "wody", człowiek posiada również dwa niewidoczne ciała - sobowtóry, które nie umierają wraz ze śmiercią ciała fizycznego. Miały one odpowiednio nazwy: "dusza" (należąca do żywiołu powietrza i odpowiadająca za sferę emocjonalną) i "duch" (należący do żywiołu "ognia" i odpowiadający za intelektualną, tzn. za mentalną działalność.)
O tym, jakie istotne znaczenie ma dla nas substancja w fazie płynnej, świadczy fakt, że organizm człowieka w 70% składa się z płynów (mózg - w 90%). Oprócz tego wiadomo, jaką ważną rolę gra oddychanie, nie tylko płucne, ale również i komórkowe, oraz wymiana tlenu we krwi wewnątrz samego organizmu. W taki sposób znajduje swoje wyjaśnienie starożytne przedstawienie o żywiole "powietrza", tzn. o duszy.
Co do czwartego żywiołu "ducha", czyli "ognia", to trochę światła rzuca na to zagadnienie odkrycie, dokonane przez badaczy z Krasnodaru Siemiona i Walentynę Kirlianów, którzy w 1949 roku opatentowali swój sposób rejestracji zjawisk energetycznych, występujących w postaci pulsującego świecenia wokół żywych obiektów w polach wysokiej częstotliwości. "Świecenie kirlianowskie" zdobyło później nazwę "bioplazmy", a jego obecność świadczy o tym, że wymiana informacyjna człowieka odbywa się właśnie na poziomie tej energetycznej "koszuli", tzn. filmy nakręcone w polu wysokiej częstotliwości przy różnych stanach emocjonalnych obiektów ukazywały, że "świecenie" zawsze zmienia się zgodnie ze stanem psychicznym człowieka. Na przykład w stanie spokoju występuje równe świecenie, natomiast podczas rozwiązywania nawet najbardziej łatwego problemu intelektualnego bioplazma wchodzi w intensywny ruch.
Starożytne nauki o niewidocznych "ciałach-sobowtórach" człowieka, włączone do obrazu Wszechświata składającego się z czterech żywiołów, zostały potwierdzone tysiące lat później w dziełach współczesnych naukowców. Niestety, w późniejszym czasie ta kompleksowa wiedza o układzie świata została utracona, a w miarę rozwoju i wzmocnienia roli religii (w szczególności chrześciańskiej), poglądy te były tępione jako nie odpowiadające filozifii ortodoksyjnej.
Pod koniec XIX wieku, w roku 1882 w Londynie, zostało utworzone "Stowarzyszenie Badań Psychicznych" pod kierownictwem Henry'ego Sedgwicka i Fryderyka Meyersa. Współpracowali z nimi tacy znani badaczy jak W. James, W. Prince, a również znany fizyk sir W. Crooks. Można powiedzieć, że były to pierwsze próby dostosowania badań tych zjawisk do podstaw naukowych.
Badania, w których brali udział Engels, Mendelejew, Bechteriew, Aksakow, Wagner były tylko odrębnymi próbami. Systematyczne badania tych zjawisk rozpoczęto dopiero po powstaniu "Stowarzyszenia Badań Psychicznych" w Londynie.
Jednak naukowcy, którzy przystąpili do badań percepcji pozazmysłowej od samego początku napotkali na to, co dzisiaj nazywamy "nieodtwarzalnością".
W nauce przyjęło się, że jeśli występują wydarzenia A i B, obowiązkowo nastąpi wydarzenie C. To znaczy, że jeśli zjawisko istnieje, to przy obecności A i B zawsze będzie występował efekt C. Zjawisk nieodtwarzalnych nauka nie rozpatruje, jako nieistniejących.
Przeciwko temu paradygmatowi wystąpił jeden z największych fizyków teoretyków XX wieku Wolfgang Pauli: "Ta właśnie okoliczność, że regularność należy do odtwarzalnej strony zjawisk, zmusza nas do uznania tego, że w zjawiskach fizycznych są również takie cechy, które są istotnie jednokrotne."
Gdy zaczęto badać te zjawiska w laboratoriach okazało się, że nawet u osób posiadających niezwykłe zdolności percepcji pozazmysłowej (jasnowidzących, bioenergoterapeutów itd.) powstawała jakaś blokada w wypełnieniu zadań narzuconych przez badaczy. To znaczy, że ilość zgadnięć przedstawianych w innym pomieszczeniu kart Zennera (krąg, krzyż, kwadrat, gwiazda, faliste linie) przy wystarczająco dużej liczbie powtórzeń nie przekroczała prawdopodobnych wartości.
Ta nieodtwarzalność posłużyła za podstawę krytyki samego faktu istnienia u ludzi zdolności jasnowidzenia, tym bardziej, że jasnowidzenie przez czas w ogóle nie układa się w żadne teorie.
Eksperymenty, powtarzane przez dziesiątki lat w różnych krajach, okazały się być "nieodtwarzalne" i ortodoksyjna nauka je odrzuciła.
Dopiero zupełnie niedawno wyjaśniło się, że nie wystarczy umieścić jasnowidzącego w laboratorium i zaproponować mu wypełnienie tego czy innego zadania. Okazało się, że główną rolę w wykazaniu tych fenomenów gra stan psychiczny badanego. Nawet tacy utalentowani jasnowidzowie jak Wanga , W. Safonow lub Dżuna nie zawsze mogli wykazać się rezultatami. Musieliby wejść w specjalny "stan zmieniony", czyli - jak go teraz określają - "stan nadświadomości".
Po spostrzeżeniu tego faktu sytuacja natychmiast się zmieniła, ponieważ zjawiska okazały się odtwarzalnymi. Opowiemy, w jaki sposób można osiągnąć stan nadświadomości.
Jakie mechanizmy działają podczas jasnowidzenia? Żeby to pojąć, trzeba znów zrewidować nasze poglądy na układ wszechświata, ponieważ istniejące paradygmaty nie zawsze dają możliwość zrozumienia tego, co od dawna było uważane za cud.
Wiadomo, że w czasie trwania całej swojej historii ludzkości niejednokrotnie zdarzało się łamać stare poglądy na świat. Mimo to, praktycznie zawsze, ludzie uważali, że poprzednie błędy nauki już zostały poprawione, a dzisiejsza suma wiedzy stanowi szczyt możliwości. Nie warto się łudzić. To samo odbywa się dzisiaj, tzn. i w naszych czasach na studiach wyższych i doktoranckich, w narodowych Akademiach Nauk obecny (tymczasowy) poziom wiedzy przedstawiany jest jako prawda w ostatniej instancji, przy czym zapomina się o tym, że w chwili obecnej operujemy nie tylko sumą naszej wiedzy, ale również sumą... naszych błędów.
Jak powiedział w swoim czasie jeden z wybitnych fizyków W. Aleksandrow: "Obecnie zagadnienie wydaje się nam zupełnie jasne, co świadczy o tym, że jest skrajnie mało zbadane". Rzeczywiście, pozorna jasność naszych (bardzo skąpych) wyobrażeń o układzie wszechświata okazuje się bardziej szkodliwa niż "przeklęte pytania", które zadaje dociekliwy umysł, pytania, które są tak niemiłe dla przedstawicieli tradycyjnej nauki.
Wspomniana wcześniej monografia Dubowa i Puszkina "Parapsychologia i współczesne przyrodoznawstwo" traktuje, że "Brak znajomości nowych, postępowych fizycznych modeli czasoprzestrzeni, opracowanych przez współczesnych naukowców, prowadzi do tego, że najbardziej skomplikowane zjawiska "parapsychologiczne" tłumaczą i rozumieją z pozycji jawnie błędnych, a czasem nawet mistycznych".
Która zaś ze współczesnych teorii kosmogonicznych mogłaby bezsprzecznie dostarczyć do obrazu świata te udokumentowane zjawiska?
"Dla wyjaśnienia jasnowidzenia poprzez czas można skorzystać z hipotezy niemieckiego naukowca H. Minkowskiego. Opracowany przez niego model świata przypuszcza istnienie czterowymiarowej czasoprzestrzeni, jako jedynej rzeczywistości, w której różne zjawiska, wydarzenia, procesy, a w tym również losy ludzi, zawczasu są określone pewną linią geometryczną.
Ta linia, która ma nazwę "linii światowej", stanowi, na przykład, nieprzerwany łańcuch wydarzeń w życiu każdego człowieka. Więc, w "świecie Minkowskiego" wszystkie wydarzenia mają ustalony z góry, przeznaczony charakter. Na podstawie tej hipotezy można przypuścić, że człowiek, mający zdolności jasnowidzenia, dzięki właściwościom swojej psychiki, potrafi w pewien sposób wchodzić w "świat Minkowskiego" i otrzymywać w nim odpowiednią informację o przyszłości.
Oczywiście, w naszym wieku racjonalizmu i praktycyzmu trudno od razu zgodzić się z takim poglądem na złożone życie społeczne i z tym przeznaczeniem, które określa wydarzenia i procesy w czterowymiarowej czasoprzestrzeni H. Minkowskiego.
Ten ostatni wniosek można udowodnić przez następujący przykład: nasz czytelnik, w zależności od własnej chęci, a nie od woli losu, może albo kontynuować czytanie tej książki, albo rzucić je. Więc, wydaje się, że dane wydarzenie (czytanie książki) chyba nie ma ścisłego związku z łańcuchem wydarzeń "linii światowej" czytelnika."
W tym miejscu powstaje kontrargument: sprawa polega na tym, że (mimo pozornej "wolnej woli" - kontynuować czytanie książki czy przerwać je) gdy wydarzenie już się odbyło, bezwzględnie jest jednoznaczne i okazuje się być umieszczone w pewnym ciągu wydarzeń. Spróbujmy wyjaśnić tę myśl. Znamy czas w trzech jego jakościach: przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Chodzi o to, że, jak wiadomo, kategorie wszechświata zwykle zachowują pewne właściwe dla nich cechy. W odniesieniu do czasu, warto zwrócić uwagę na fakt, że każde minione wydarzenie naszego życia zawsze jest inwariantne, teraźniejszość też zawsze jest jednoznaczna. Na jakej zaś podstawie ludzie pozbawiają tej cechy (jednoznaczności, inwariantności) czas przyszły? Widocznie, dzieje się tak jedynie dlatego, że z reguły nie znamy swojej przyszłości i na skutek tego zakładamy, że jest ona wielowariantowa. Jednak ta urojona wielowariantowość przyszłości (w której, wydaje sie, mamy wolną wolę) zawsze przekształca się w jednoznaczną teraźniejszość, a potem - w jednoznaczną przeszłość. To są ogólniki. Wróćmy jednak do układu wszechświata według teorii Minkowskiego i jej eksperymentalnych potwierdzeń.
Jesienią 1908 roku, w swoim znanym odczycie naukowym w Kolonii, Hermann Minkowski, nauczyciel Alberta Einsteina, oświadczył: "Teorie o Przestrzeni i Czasie, które zamierzam rozwinąć przed Państwem, wyrosły na gruncie fizyki eksperymentalnej. Na tym polega ich siła. Doprowadzą one do radykalnych skutków."
Te słowa Minkowskiego były proroctwem, ponieważ w odczycie po raz pierwszy została przedstawiona teoria, która zupełnie w inny sposób opisywała nasz wszechświat.
Układ świata według Minkowskiego, naprawdę, wygląda niezwykle.
Zgodnie z jego teorią, geometria rzeczywistej przestrzeni różni się od geometrii Euklidesa i wspólnie z czasem stanowi pewną "czterowymiarową wielokształtność", tzn. "czasoprzestrzeń".
Z punktu widzenia teorii Minkowskiego wszystko , co może się zdarzyć, już istnieje w przyszłości i nadal istnieje w przeszłości. Czas jest nieruchomy. My natomiast, poruszając się wzdłuż osi czasu, napotykamy po prostu na zdarzenia ze swojej teraźniejszości. Rzeczywiście, wniosek, że "czas wszechświata jest nieruchomy" mógłby nas zaskoczyć, gdyby nie fakt, że taki układ świata pozwala wyjaśnić wiele fenomenów percepcji pozazmysłowej, w tym również udokumentowane fakty jasnowidzenia poprzez czas, tzn. "przepowiadanie przyszłości".
Całkiem zrozumiałe, że możliwość obserwowania w przyszłości czegokolwiek jako realne, już istniejące zjawisko, a nie jako prognozę, wymaga osobliwych, dokładnie przygotowanych badań.
Badania tego typu po raz pierwszy zostały wykonane w Związku Radzieckim przez znanego astrofizyka z Pułkowa profesora Mikołaja Kozyriewa i jego współpracownika Wiktora Nasonowa za pomocą pięćdziesięciodecymetrowego teleskopu "MTM-500" z Krymskiego obserwatorium astrofizycznego od wiosny do jesieni 1978 r. Dzięki wynalazkowi Kozyriewa i Nasonowa - "detektora czasu" - zostały przebadane obiekty astronomiczne: galaktyka M-31 (mgławica Andromedy), gromada kulista M-2 w Wodniku i gromada kulista M-13 w Herkulesie. (Kozyriew N.A., Nasonow W.W. "O niektórych właściwościach czasu, ujawnionych przez obserwację astronomiczną.")
Badania obiektów kosmicznych za pomocą "detektora czasu" ujawniły, że to urządzenie daje możliwość obserwowania wyżej wymienionych masywnych zgromadzeń gwiazd nie tylko w tych punktach nieba, gdzie one są widoczne przez teleskop (tzn. tam, gdzie one znajdowały się w przeszłości), lecz i w tych - gdzie one są niewidoczne, ale gdzie znajdują się obecnie lub będą znajdować się w przyszłości.
Sprawa polega na tym, że te wybrane do badania obiekty, które zostały wymienione wyżej, posiadają względnie duży ruch własny, więc znając ich wektor i prędkość ruchu jak również odległość do tych obiektów, łatwo obliczyć położenie tych punktów nieba, gdzie one są obecnie i gdzie będą znajdować się w przyszłości. Tak na przykład Kozyriew i Nasonow skierowali swój "detektor czasu" na ten punkt nieba, w którym galaktyka M-31 znajduje sie teraz, i otrzymali efekt, który świadczy o obecności w tym punkcie dużej masy. Mało tego, kiedy "detektor czasu" został skierowany w miejsce, w którym galaktyka M-31 znajdzie się za 2 miliony 300 tysięcy lat (tzn. kiedy do niej dotarłby promień światła, wysłany z Ziemi podczas eksperymentu), Kozyriew i Nasonow zaobserwowali taką samą reakcję detektora na obecność dużej masy, tak, jak gdyby ta galaktyka w tym punkcie już się znajdowała (!). Więc wszystkie przyszłe zdarzenia z istotami żywymi zasiedlającymi planety należące do gwiazd tej galaktyki, już się odbyły (!). Oprócz tego, reakcja detektora na masę galaktyki M-31 w miejscu, które ona zajmowała 2 miliony 300 tysięcy lat temu (tzn. tam, gdzie ona jest obecnie widoczna przez teleskop), świadczy o tym, że przeszłe zdarzenia dla mieszkańców jej planet istnieją nadal i odbywają się w tej kolejności, w której się odbyły już w odległej od nas o 2 miliony 300 tysięcy lat przeszłości.
Nie ma żadnych wątpliwości, że obserwując galaktykę, do której należą nasze Słońce i nasza planeta, z galaktyki M-31, otrzyma się równorzędne do eksperymentu Kozyriewa i Nasonowa wyniki. Jest to świadectwo prawidłowości poglądu H. Minkowskiego wobec naszego świata, w którym wszystkie przeszłe, obecne i przyszłe wydarzenia ludzkiej historii istnieją "jednocześnie", my zaś, poruszając się wzdłuż osi czasu, tylko napotykamy na nie w swojej teraźniejszości.
Ale skoro świat jest taki, jak to wynika z teorii Minkowskiego, to właśnie w tym świecie możliwe są "wędrówki poprzez czas", w postaci "projekcji astralnych", jasnowidzenia, czyli odczytywania informacji z odległej przeszłości. Te efekty są możliwe tylko w świecie determinowanym (przeznaczonym), i właśnie taki pogląd na wszechświat został odzwierciedlony w poglądach starożytnych, którzy uważali, że istnieje los, fatum, przeznaczenie, inaczej mówiąc - determinizm.
W roku 1987 autor tej książki wystąpił z hipotezą determinizmu naszego wszechświata. Hipoteza polega na tym, że wszechświat, w którym żyjemy, jest superolbrzymią "czarną dziurą".
A czym jest czarna dziura?
Jeśli ciało pewnej masy M ścisnąć do wymiarów promienia grawitacyjnego Rg, który definiuje się według wzoru Rg = 2GM/C2, gdzie G - stała grawitacji Newtona, M - masa ciała, C - prędkość światła w próźni, to zaczyna się kollaps, tzn. materia ściska się na skutek kolosalnego zwiększenia sił grawitacyjnich. Przy tym w granicach "sfery Schwarzschilda" (sfery opisanej promieniem grawitacyjnym Rg) promień światła krzywi się tak bardzo, że już nie może opuścić jej granic.
Dlatego dla zewnętrznego obserwatora taki obiekt będzie wyglądał jako zupełnie czarny. Każda masa, każdy kwant energii, który trafił do pola grawitacji tego obiektu, zapadnie jak do dziury. Właśnie dlatego te obiekty mają nazwę "czarnych dziur". Wymiary "sfery Schwarzschilda" są wyjątkowo małe.
W przypadku naszego Słońca - to jest sfera z promieniem około trzech kilometrów, a dla masy Ziemi kula o promieniu Rg wynosi mniej niż 1 cm.
Oczywiście gęstość takiej masy musi być kolosalna. Dla naszej planety gęstość krytyczna, przy której nieuchronnie zaczyna się kollaps i powstaje "czarna dziura", wynosi 1027 g/cm3.
Wartość gęstości krytycznej zmniejsza się w miarę zwiększenia pierwotnej masy ciał. Dla Słońca jest ona już mniejsza i wynosi 1016 g/cm3 .
Jest oczywiste, że dla masy galaktyki albo dla obiektów mających jeszcze większą masę (metagalaktyki albo cały wszechświat), gęstość krytyczna jest jeszcze mniejsza, ponieważ one posiadają większą masę pierwotną.
Według istniejących teorii znany nam wszechświat rozszerza się od bardzo ściśniętego i bardzo gorącego stanu. Zdaniem astrofizyków J. B. Zeldowicza, I. D. Nowikowa i A. G. Połtoranina na wcześniejszych stadiach rozszerzania wszechświata gęstość jego substancji wynosiła 1093 g/cm3, tzn. była o kilkanaście rzędów powyżej gęstości krytycznej, przy której nieuchronnie zaczyna się kollaps i powstaje "czarna dziura". Jest oczywiste, że w takich warunkach nasz wszechświat musiał skollapsować się i zostać superolbrzymią "czarną dziurą".
Tu powstaje logiczne pytanie: Czy hipoteza, że znajdujemy się wewnątrz "czarnej dziury", zgadza się ze zjawiskiem przesunięcia widma galaktyk w kierunku podczerwieni, które zostało odkryto przez E. Hubbla w 1929 r. i które, zdaniem astrofizyków, świadczy o rozszerzaniu się wszechświata; z istnieniem promieniowania reliktowego, odnalezionego przez A. Pensiasa i R. Wilsona w 1965 r. (zgodnie z teorią pozostało po pierwotnym supergęstym i supergorącym stanie materii); a również z faktem, że większą część przestrzeni wszechświata zajmuje "próźnia kosmiczna" (którą jeszcze niedawno uważano za pustkę)?..
Czy można pogodzić wymienione wyżej fakty z założeniem, że wszechświat jest olbrzymią "czarną dziurą"?
Z teorii względności wiemy, że w pobliżu masy grawitacyjnej czas zwalnia swój ruch wprost proporcjonalnie do zwiększenia sił grawitacyjnych. Na granicy "sfery Schwarzschilda" (tzn. na granicy "czarnej dziury") te siły są tak duże, że czas zatrzymuje się i jego ruch równa się zeru. Oczywiście, wewnątrz tej sfery, w miarę zbliżenia do centrum "czarnej dziury", czas koniecznie powinien zmienić swój znak na przeciwny. Więc, wewnątrz sfery opisanej promieniem Rg, wewnątrz "czarnej dziury", powinien wystąpić wsteczny ruch czasu.
To znaczy, że obraz rozszerzania wszechświata, który obecnie obserwujemy, może okazać się obrazem ściskania się "czarnej dziury" obserwowanej w odwrotnej kolejności.
Ale czy mamy podstawy sądzić, że w odległej przeszłości czas naszego wszechświata zmienił swój znak na odwrotny?
Warto przypomnić sobie, że prawie wszystkie mity starożytności o stworzeniu wszechświata i o początkach czasu zawierają informację o "kosmicznym jaju", podejrzanie podobnym do "sfery Schwarzschilda". Takie mity mieli starożytni Grecy i Egipcjanie, Babilończycy i Fenicjanie, Chińczycy i Inkowie. W szczególności orficy starożytnej Grecji przedstawiali pierwotny Chaos jako otchłań, w której przebywają "noc i mgła". Mgła zgęstniała i nabyła kształtu "jaja kosmicznego", z którego urodził się smok Chronos - czas naszego wszechświata.
Za jedną z najbardziej ważnych przyczyn tego, że czas wszechświata zmierza właśnie w tym kierunku, kosmologia XX w. uważa termodynamiczną "strzałę czasu", tzn. dążenie materii i energii od porządku do entropii, rozproszania się, inaczej mówiąc - od kosmosu (co z greckiego znaczy "porządek") do chaosu. Jednak u początków naszego wszechświata podczas jego kształtowania, strzała czasu, widocznie, musiała mieć inny kierunek, a właśnie - zmierzała od chaosu do kosmosu, wskutek czego ten ostatni powstał. Dziś procesy idą wstecz - od porządku do chaosu, przyczyną czego jest obecny kierunek, w którym porusza się czas naszego wszechświata.
W jednym z tzw. "ciemnych miejsc" dialogu "Sofista-Polityk" wielki Platon mówi o czasie, który nagle "popłynął wstecz", o dziwnych zjawiskach kosmicznych, które towarzyszyły temu zdarzeniu.
Przez długie stulecia ta informacja nie ulegała rozszyfrowaniu, dopóki we współczesnej kosmologii nie pojawiły się dane, które pozwoliły zrozumieć ją z pozycji naszych czasów.
Poza tym, na skutek obecnego dążenia energii do rozpraszania się (entropii), wszechświat nasyca się rozproszoną energią, i jego temperatura powinna z czasem zwiększać się. Właśnie tym objaśnia się mikrofalowe promieniowanie, wynalezione przez A. Penziasa i P. Wilsona.
Wiadomo, że entropia, tzn. chaos, dąży do swego maksimum tylko w systemach, izolowanych przed światem zewnętrznym, nie wymieniających się z nim ani materią, ani energią. To odpowiada wyobrażeniom o wszechświecie jako o "czarnej dziurze", która jest idealnie izolowanym systemem. Właśnie w takich warunkach, tylko wewnątrz "czarnej dziury", może mieć miejsce wzrost entropii, jaki obecnie obserwujemy w naszym wszechświecie.
Nareszcie, według istniejących teorii fizycznych, próźnia kosmiczna jest ni czym innym, jak pewnym supersprężonym stanem materii, spakowanej tak gęsto, że nie ujawnia się w żaden sposób, dlatego, że wszystkie ładunki są skompensowane, a pola - zrównoważone.
Ale jeśli czas wszechświata w przeszłości naprawdę zmieniał swój znak, to oznacza, że przyszłe wydarzenia w tym wszechświecie mają być ściśle przeznaczone wskutek tego, że one już odbyły się raz jeden w przeszłości i tylko powtarzają się w odwrotnej kolejności. Dlatego przy zmianie znaku czasu, wszystkie przyszłe wydarzenia już od początku istnieją w gotowej postaci (będąc jakby utrwalonymi raz i na zawsze). Gdyby to przeznaczenie przyszłych wydarzeń zostało udowodnione przez eksperyment, to mogłoby powstać poważne świadectwo tego, że czas naszego wszechświata w przeszłości rzeczywiście zmieniał swój znak. Za takie potwierdzenie determinizmu wszechświata można uważać eksperymenty Kozyriewa i Nasonowa, przeprowadzone w roku 1978.
Chciałbym podkreślić, że pośrednim potwierdzeniem determinizmu wszechświata może być obecność w nim spełniających się praw fizyki. Chodzi o to, że każde wynalezione przez naukę prawo fizyki jest świadectwem nie tylko poznawalności, ale również przeznaczenia wszechświata. Bo w niezdeterminizowanym wszechświecie w ogóle nie mogą istnieć żadne prawa. Nasz świat właśnie dlatego jest poznawalny, że jest zdeterminizowany, wskutek czego prawa, wynalezione w ubiegłym stuleciu, koniecznie spełniają się obecnie, i, prawdopodobnie, będą spełniały się w przyszłości. Determinizm wszechświata przejawia się wreszcie faktem jasnowidzenia poprzez czas.
Tu należy przypomnieć wypowiedż Cycerona, który nie poddawając wątpliwości proroctwa wyroczni i pytii, oświadczył w senacie: "Po co chcemy znać przyszłość, jeśli nie możemy jej zmienić?"
Rzeczywiście, próby wtrącania się do przyszłości nigdy nie będą miały powodzenia; ten fakt całkiem przekreśla przypuszczalną wolną wolę.
Dosłownie wszyscy wybitni i jasnowidzowie, magowie, pytie, wyrocznie, prorocy i wieszczbiarze, którzy żyli w różnych czasach, zgodnie twierdzili: "Przyszłości nie da się zmienić!"
W listopadzie 1988 r. czasopismo naukowe "Nature" (Anglia) opublikowało wiadomość o eksperymentach grupy amerykańskich fizyków-teoretyków z kalifornijskiego Instytutu Technologicznego w Pasadenie. Kip Thorn, Michael Morris i Ulvi Kurtsever matematycznie uzasadnili możliwość "wędrówek przez czas".
Prawdopodobnie nie jest przypadkowe, że w jednym z najstarszych zabytków piśmiennictwa - Talmudzie - powiedziano: "Mówicie, że czas idzie? Szaleńcy, to wy przemijacie!"
Badając obiekty kosmiczne za pomocą "detektora czasu", N. Kozyriew i W. Nasonow wychodzili z założenia, iż czas, tzn. jeden jego moment, nie rozpowszechnia się przez przestrzeń wszechświata (chociażby z prędkością światła, jak każdy inny proces falowy), a następuje jednocześnie w całej przestrzeni wszechświata.
Jeden z wniosków, wynikających z teorii N. Kozyriewa, jest następujący: "W przyrodzie nie istnieje "kanał czasowy", przez który przekazywana jest informacja przyczynowo-skutkowa. Pamiętajmy, że ta informacja stanowi pewną deformację czasoprzestrzeni wszechświata, powodującą jego wibrację. Te mikrograwitacyjne wibracje wypełniają sobą całą przestrzeń wszechświata, i w naszym realnym świecie mają postać hologramu, przy czym hologram ten jest trójwymiarowy. Aby zrozumieć jego strukturę przypomnijmy sobie, jak wygląda zwykły hologram.
Jeśli zwykłe zdjęcie jest tylko zapisem intensywności światła i stwarza dwuwymiarowy wizerunek przedmiotu, to negatyw holograficzny stanowi zapis czoła fali, gdzie razem z intensywnością przechowuje się zapis fazy każdej fali sygnału świetlnego. Jeżeli oświetlić dwuwymiarowy hologram przez światło koherentne, to w przestrzeni za nim powstanie trójwymiarowy obraz przedmiotu: pewien rodzaj "widma", bowiem samego przedmiotu tam wcale nie ma. Hologram posiada jeszcze jedną niezwykłą cechę. Po rozdzieleniu go na kilka części, każda z nich będzie odtwarzała trójwymiarowy obraz przedmiotu, z nieznaczną stratą dla jakości wizerunku. Tak samo w przypadku czterowymiarowego hologramu, składającego się z przyczynowo-skutkowych zniekształceń czasoprzestrzeni, gdzie każdy trójwymiarowy fragment przestrzeni zawiera informację o całej przestrzeni. Można więc odczytać tę informację, będąc w szczególnym stanie psychicznym. Badając zjawiska jasnowidzenia naukowcy w XX wieku przekonali się, że odczytywanie informacji może odbywać się w warunkach kompletnego ekranowania przed falami elektromagnetycznymi, na przykład przez metalowe ściany łodzi podwodnej w otchłani oceanu".
Istnieją ludzie, zdolni do patrzenia przez przeszkody, nie przepuszczające promieniowania świetlnego, także z dużych odległości. Oto co pisze na ten temat fizyk z Sankt-Petersburga A. Martynow w książce pt. "Droga wyznania": "Fakt, że od podobnych zjawisk odwraca się ortodoksyjna nauka, świadczy o tym, że nie pasują one do ustalonych koncepcji, obronionych w tysiącach prac doktorskich i habilitacyjnych. Ale świat jest nieskończenie szerszy od koncepcji naukowych. Dlatego próby przyciągania teorii elektromagnetycznej dla wyjaśnienia fenomenów parapsychicznych są skazane na niepowodzenie. Bowiem nietrywialnego problemu nie można rozwiązać trywialną metodą. Do jego rozwiązania konieczne jest podniesienie się na metapoziom nad istniejącymi pojęciami i, prawdopodobnie, wyjście za granicę trójwymiarowości."
Ostatnimi laty na skutek rozwoju nauki, w szczególności fizyki i psychologii, coraz częściej występują fakty, które nie mieszczą się w granicach klasycznych teorii. Nie można wyjaśnić ich z punktu widzenia powszechnie przyjętego pojęcia czasoprzestrzeni. W związku z tym coraz częściej pojawiają się przypuszczenia i próby rozwiązania powstałych trudności z punktu widzenia liczniejszych wymiarów przestrzeni. W tej chwili również podejmujemy taką próbę...
Zależność między systemami wymiarów można zilustrować w sposób następujący. Punkt to jest system zerowymiarowy, który nie ma żadnych wymiarów. Jeśli punkt przesuniemy, powstanie linia - system jednowymiarowy, tzn. system z jedną osią współrzędną. Przy przesuwaniu linii powstaje system dwuwymiarowy - płaszczyzna, która ma już dwie współrzędne. I wreszcie, przez przesunięcie płaszczyzny powstaje system trójwymiarowy, czyli objętość. To wszystko jest dobrze znane i nie powoduje żadnych sprzeciwów.
Hipoteza o wielowymiarowości zakłada, że ilość wymiarów przestrzeni jest większa niż trzy. To założenie już powoduje sprzeciw, dlatego, że nie potrafimy nawet wyobrazić sobie, jak przejawia się chociażby czwarty wymiar. Ponieważ do stworzenia przestrzeni czterowymiarowej trzeba przesunąć objętość trójwymiarową, ale dokąd?! Świadomośc człowieka odmawia posłuszeństwa i nie chce wyobrazić sobie takiej możliwości, bo jest zmonopolizowana przez trzy wymiary przestrzeni i na wymiar czwarty w niej po prostu nie ma żadnego miejsca. Zazwyczaj, przeoczamy ten fakt, że i my, i nasz świat istnieje nie tylko w przestrzeni ale również w czasie, tzn. można wyobrazić sobie wszechświat jak szereg ciągów trójwymiarowych przestrzeni, umieszczonych wzdłuż osi czasu. Tak właśnie postąpił Herman Minkowski.
Wyobraźmy sobie pewne ciało trójwymiarowe i spróbujmy umieścić go w systemie dwuwymiarowym. Prawdopodobnie nie uda nam się tego dokonać. Jedynie na co możemy liczyć to otrzymanie w systemie dwuwymiarowym pewnego rzutu tego ciała objętościowego, jego śladu, w pewnym stopniu odtwarzającego jego istotę. To cięcie będzie przypominało rysunek trójwymiarowego ciała, które ma tylko jeden rzut na dwuwymiarową płaszczyznę. Trudno rekonstruować rzeczywisty obraz ciała wykorzystując ten rysunek, szczególnie jeśli ma ono skomplikowaną konfigurację. Załóżmy, że jako ciało objętościowe będzie występować regulator odśrodkowy Jamesa Watta, przy czym w płaszczyźnie rzutu systemu dwuwymiarowego będą znajdowały się jego oś i ciężary. Mieszkańcy tego systemu, badając te obiekty, nie będą w stanie odnaleźć widocznego połączenia między istniejącymi niezależnie od siebie trzema obiektami. Oni będą mogli tylko stwierdzić fakt, że prędkość obrotowa osi centralnej równa się prędkości obrotowej ciężarów, a odległość od osi do ciężarów również zależy od prędkości obrotowej.
Ale dlaczego?
Trudno będzie wytłumaczyć to mieszkańcom tej płaszczyzny (nazwałem ich "płaszczyźniakami"), dlatego że trójwymiarowy (objętościowy) mechanizm systemu jest przed nimi ukryty. Płaskie odbicie obiektu objętościowego nie pozwala pojąć całego systemu. Prawdopodobnie, ażeby wytłumaczyć to zjawisko, musieliby wprowadzić pewne umowne pojęcia, podobne do naszego pojęcia "pole", które odzwierciedlałoby rzeczywistość, ale nie wyjaśniało natury zjawisk.
Sprawa polega na tym, że w naszym realnym świecie istnieją zjawiska, które nie da się wytłumaczyć za pomocą pojęć przestrzeni trójwymiarowej. Chodzi o efekt Einstena- Podolskiego-Rozena, który polega na tym, że przy anihilacji pozytonu i elektronu powstające fotony, rozlatując się w różne strony od punktu anihilacji, zachowują dziwną niewidoczną więź. A właśnie przy zmianie polaryzacji jednego z tych fotonów, drugi natychmiast tak samo zmienia swoją polaryzację. To zjawisko jest eksperymentalnym potwierdzeniem hipotezy o tym, że nasz świat jest bardziej złożony i prawdopodobnie ma większą liczbę wymiarów, niż ta, z którą spotykamy się w swoim codziennym życiu.
Idea wielowymiarowości wszechświata nieoczekiwanie znalazła swoje potwierdzenie w dziełach naukowca z Sankt-Petersburga, doktora nauk technicznych, profesora Genadija Siergiejewa. Eksperyment, który przytaczam, jest opisany w jego książce pt. "Etiudy wielowymiarowego świata". Jednym z elementów przestrzeni, mającej więcej wymiarów niż nasz świat, jest przyjęta w matematyce "dupleks-sfera", tzn. sfera czterowymiarowa. W statyce (w stanie nieruchomym) można ją wyobrazić sobie w postaci szeregu sfer o różnych promieniach, włożonych jedna w drugą. Topologia matematyczna rozwiązała problem o trójwymiarowym cięciu czterowymiarowej sfery i znalazła optymalny wyraz, który w naszym trójwymiarowym świecie opisuje ciało, mające kształt objętościowej kardioidy (kardioida z greckiego znaczy "podobna do serca"). Wiec, objętościowa kardioida stanowi rezonator holograficznego typu, który jest nastawiony na promieniowanie, powstające w świecie czterowymiarowym. Oto co pisze Siergejew: "Przyroda zatroszczyła się o to, żeby nasze serce nabyło kształtu objętościowej kardioidy. W roku 1975 przeprowadziliśmy eksperyment, związany z badaniem efektu oscylacyjnego kondensatora, mającego kształt objętościowej kardioidy. Wewnętrzna powierzchnia tego kondensatora była pokryta substancją ciekłokrystaliczną o nieliniowych cechach dielektrycznych. Objętościowy czujnik podłączyliśmy do elektroencefalografu. Urządzenie rejestrujące wyraźnie odnotowało sygnały impulsowe o charakterze szeregu impulsów, bardzo podobnych do kardiogramu (zapisu prądów bioelektrycznych serca człowieka). W taki sposób został stworzony elektryczny model serca. Kiedy człowiek wchodził do zaekranowanej komory, gdzie znajdował się objętościowy czujnik, częstotliwość impulsów zmieniała się, jak gdyby odtworzało się zjawisko sztucznej tachikardii. Napromienianie ultrafioletem również powodowało zmianę częstotliwości impulsów. Więc, staje się zrozumiałym ten fakt, że nasze serce jest odbiornikiem sygnałów powstających w przestrzeni wielowymiarowej."
Rzeczywiście, odbieramy dzieła sztuki albo nieszczęścia bliskich w pierwszej kolejności przez serce, a nie przez rozum. W związku z tym warto przypomnić sobie słowa Jezusa Chrystusa: "Dobry człowiek wydobywa ze swego serca niby ze skarbca pełnego dobroci, dobre rzeczy, a zły człowiek wydobywa złe rzeczy, niby ze złego skarbca." (Mt. XII,35)
Na początku lat osiemdziesiątych XX w. w kijowskim Instytucie Psychologii prowadzono badania percepcji pozazmysłowej. Przewodniczył tej pracy Oleg Bachtijarow. Podczas nauczania grupy młodych ludzi percepcji pozazmysłowej (w tym jasnowidzenia) okazało się, że w ciągu dnia ilość "zgadnięć" zmniejszałą się zgodnie z pewną krzywą zstępującą. Przy tym zostało odnotowane, że podczas kontrolnych eksperymentów w trybie egzaminacyjnym wyniki nagle pogorszały się nawet u najbardziej zdolnych. Wyjaśniając przyczyny obniżenia wyników, pewnego rodzaju ich blokady, badaczy doszli do wniosku, że tę blokadę powoduje podwyższona chęć wykazania się wynikiem przez jasnowidzącego. Mogło to wydać się dziwne, ponieważ duża chęć zwykle jest bodźcem do skutecznego wykonania zadania. Jednak okazało się, że dotyczy to każdej innej działalności człowieka oprócz percepcji pozazmysłowej.
Rzecz polega na tym, że ludzie nie potrafią chcieć. Ludzie "pragną" czegoś przez rozum. Narzucają sobie cel albo problem, nie wiedząc, że chęci, skierowane z rozumu, są blokadą dla wykonania zadania percepcji pozazmysłowej. Tylko pragnienia serca, dążenia serdeczne są podstawą dla skutecznej realizacji fenomenów. Widocznie, w tym mechanizmie kryje się wyjaśnienie wielu przypadków przeczuć wydarzeń, związanych z naszymi bliskimi, drogimi naszemu sercu ludźmi.
W rozdziele trzecim, który jest poświęcony jasnowidzeniu stosowanemu, wrócimy jeszcze do tego zjawiska.
Interesująca hipoteza dotycząca mechanizmu jasnowidzenia przez czas została wysunięta kilka lat temu przez pracownika moskiewskiego Instytutu Gospodarki Narodowej profesora B. Iskakowa. Ta hipoteza polega na poważnej roli, którą odgrywa w zjawiskach bioenergetycznych i percepcji pozazmysłowej gaz mikroleptonowy składający się z neutrina i fotonów. Autor hipotezy przypuszcza, że "tak samo jak pojedynczy falowy pakiet elektromagnetyczny rozszczepia się w przestrzeni na serię słabych "przedsygnałów" i "posygnałów" zawierających informację zgodną z informacją głównego sygnału, ale mających znacznie mniejszą energię (tzn. amplitudę), może zdarzyć się również w przypadku innych zjawisk, w tym zjawisk paranormalnych.
Z hipotezy Iskakowa wynika, że wydarzenia informacyjne również mają swoje "przedsygnały" i "posygnały", i mogą być odbierane przez ludzi, którzy mają podwyższoną wrażliwość, niski próg percepcji, słowem, przez jasnowidzących. Takie osoby, odbierając słabe przedsygnały, potrafią dowiadywać się zdarzeń bliskiej albo nawet odległej przyszłości, jak też zdarzeń dawno minionych, ponieważ struktura informacji w "posygnałach" i "przedsygnałach" jest identyczna, jak w głównym sygnale, tzn. w momencie wydarzenia.
Ta hipoteza została rozbudowana i na jej podstawie powstało jeszcze jedno założenie o "antysygnałach" i ich słabszych sobowtórach - "antyprzedsygnałach" i "antyposygnałach". Antysygnały i ich sobowtóry wskutek inwersji czasu (odwrotnego ruchu czasu) przychodzą z przyszłości, a najbardziej wrażliwi ludzie - jasnowidzowie - potrafią je odebrać. Na podstawie tych słabych sygnałów mogą przepowiadać wydarzenia odległe o wiele lat naprzód (tzn. przepowiadać wydarzenia, które nie tylko jeszcze nie nastąpiły, ale jeszcze długo nie nastąpią).
Zgodnie z hipotezą profesora B. Iskakowa, myśli i emocje człowieka są materialne. Według ostatnich danych ich masa wynosi od 10-39 do 10-30 g, a dzięki wysiłkowi woli człowiek może nawet promieniować swego "sobowtóra leptonowego" o masie 10-35 - 10-30 g, wysyłać go na duże odległości i za jego pomocą zdobywać albo przekazywać informację dotyczącą wydarzeń i ludzi.
Tu powstaje skojarzenie z wyobrażeniem starożytnych o "ciele astralnym".
Jak informuje jeden z francuskich badaczy początku stulecia G. Durvill w książce pt. "Widmo żyjących":
"Ciało astralne jest przybytkiem wrażliwości, wyobraźni, zwierzęcych namiętności i mało wzniosłych pragnień. Myśli, ale bardziej uczuciowo niż rozsądkiem. O nim razem z Paskalem można powiedzieć: "Serce rozumuje bezrozsądnie". Przez niego odbywają się te kwestionowane zjawiska telepatii, nasze marzenia senne i większa część wypadków z widmami... Filozofowie Indii określają go jako ciało pragnienia, ciało kamiczne czyli "kama rupa".
Jeden z najbardziej znanych okultystów Europy Charles Ledbiter w dziele pt. "Człowiek widzialny i niewidzialny" pisze: "Dla jasnowidza sobowtór eteryczny jest wyraźnie widzialny w postaci jasnej masy pary koloru szaroczerwonego, przenikającej do gęstszej części ciała fizycznego i występującej poza jego granice".
Występująca poza granice ciała fizycznego część "sobowtóra eterycznego", o nazwie aura, również została opisana przez amerykańską jasnowidzącą Dianę w wyżej wymienionej książce "Wyłom do twórczości".
Inna znana okultystka przełomu wieków Annie Besant również sądzi, żę "sobowtór eteryczny jest widzialny dla przyzwyczajonego oka. Ma szarofioletowy kolor i w zależności od jakości - grubą lub cienką budowę".
W książce "Człowiek i jego ciało" Annie Besant pisze: "Łatwo wyobrazić sobie człowieka w dobrze rozwiniętym ciele astralnym. Można go przedstawić jako odrzucającego swe ciało fizyczne i pozostającego w bardziej subtelnym, bardziej błyszczącym "ciele astralnym", które spostrzegają jasnowidzowie, lecz nie zauważają zwykli ludzie. Dobrze zbudowane "ciało astralne" wskazuje na wystarczająco wysoki poziom inteligencji, kultury i duchowego rozwoju człowieka. Wygląd ciała astralnego świadczy więc o osiągniętych przez człowieka sukcesach. Obserwujemy jak "ciało astralne", czyli "sobowtór eteryczny" przenika do ciała fizycznego i rozpowszechnia się na wszystkie strony dookoła niego jak kolorowy obłok. Zmienia kolor w zależności od natury człowieka, natury niższej, zwierzęcej, namiętnej. Część "ciała astralnego", która występuje poza ciało fizyczne ma nazwę "aura kamiczna" ponieważ "ciało astralne" jest narzędziem "kamicznej świadomości" człowieka, przybytkiem wszystkich jego pragnień; jest centrum, w którym się rodzi każde uczucie. Drgając od stykania się z myślami, ciągle zmienia swój kolor: jeśli człowiek gniewa się - szkarłatne błyskawice przeszywają go; jeśli kocha - występuje różowa gra barw."
Przytoczone wypowiedzi okultystów końca XIX stulecia znalazły swoje potwierdzenie w badaniach "plazmy biologicznej" metodą małżeństwa Kirlianów. Okazało się, że "plazma biologiczna" tzn. blask energetyczny wokół ciała człowieka ciągle się porusza, zmienia swój kolor w zależności od emocjonalnego stanu człowieka.
W związku z tym warto przytoczyć opis eksperymentów, które po raz pierwszy były wykonane w Brazylii. Do pola wysokiej częstotliwości został umieszczony świeżo ścięty liść rośliny. Od razu wokół niego zapaliło się mieniące światło, któremu zrobiono zdjęcie. Potem liść obcięto o jedną trzecią i znów umieszczono do "kirlianowskiego urządzenia". W polu wysokiej częstotliwości znów się zapalił pełny kontur całego liścia. W związku z tym nasuwają sie skojarzenia z bólem fantomnym. Chodzi o zjawisko, na które napotkali chirurdzy jeszcze w zeszłym wieku. Mówię o przypadkach, kiedy po amputacji kończyny człowiek nadal odczuwał ból w palcach amputowanej nogi lub ręki. Te zjawiska zostały udokumentowane w różnych krajach, ale nie było dla nich wytłumaczenia. Teraz, po otrzymaniu podczas eksperymentów zdjęcia plazmy biologicznej, na którym został odtworzony pełny energetyczny sobowtór obciętego liścia, można przekonać się, że te zjawiska mają swoje podstawy fizyczne, dające się wytłumaczyć z pozycji energetycznych.
Znana niemiecka dziewiętnastowieczną jasnowidząca pani Goff, która umiała widzieć "sobowtórów eterycznych", opowiadała doktorowi Kernerowi, który z nią współpracował, że "kiedy ma do czynienia z człowiekiem, który utracił jakikolwiek członek, nadal widzi odjętą część ciała. To znaczy, widzi kształt członka odtworzonego przez fluid nerwowy, jak widzi fluidyczne kształty zmarłych ludzi. Tym ciekawym zjawiskiem można chyba wytłumaczyć doznania osób po operacji, które czują obecność usuniętego organu." Więc, jeszcze długo przed odkryciem Kirlianów zostały zaobserwowane podobne zjawiska.
Ale jeśli widzenie przez panią Goff nieobecnych amputowanych organów człowieka zostało potwierdzone za pomocą zdjęć w polu wysokiej częstotliwości według metody Kirlianów, to najprawdopodobniej w końcu znajdzie też swoje potwierdzenie fakt obserwowania przez nią kształtów zmarłych ludzi, czyli sobowtórów astralnych. Bardziej szczegółowa opowieść o metodach doprowadzających do wyłonienia "astralnego", "eterycznego", czyli "leptonowego" sobowtóra znajdzie się w rozdziele trzecim.
Spróbujmy wyciągnąć pewne wnioski. Zobaczyliśmy, że starożytni mieszkańcy Ziemi mieli całościowe poglądy na wszechświat, złożony - ich zdaniem - z czterech żywiołów. Dowiedzieliśmy się, że według tych poglądów oprócz widzialnego ciała, składającego się z "ziemi" i "wody", człowiek posiada niewidzialne ciało, stworzone z "ognia" i "powietrza". Teraz już wiemy, że wyobrażenia starożytnych można zestawić z badaniami naukowymi ostatnich lat, które wykazują obecność wokół każdej żywej istoty pewnej struktury energetycznej, nie znikającej po usunięciu odrębnego organu.
Warto przytoczyć wypowiedź jednego z największych mędrców starożytnej Grecji, zarazem jednego z prekursorów teorii atomistycznej, Heraklita, który twierdził, że "siła myślienia człowieka znajduje się zewnątrz jego ciała".
Ta bardzo głęboka myśl dawnego filozofa potwierdziła się w pracach radzieckich naukowców, w których znajdujemy twierdzenia o tym, że "bezpośrednią strukturą materialną, funkcjonowanie której stwarza myśl jako obraz informacyjny, jest formacja pola biosystemu". Czyli mowa tu znów o zjawiskach energetycznych znajdujących się poza człowiekiem widzialnym, poza granicami jego ciała fizycznego.
Może powstać logiczne pytanie: Jaką funkcję pełni, zgodnie z tymi przedstawieniami, mózg człowieka? W ostatnich pracach naukowych z lat dziewięćdziesiątych udowadnia się, że myślący mózg można traktować jako urządzenie "odczytu informacji, która przechowuje sie w systemie biopola".
Zwróćmy uwagę na przytoczoną w poprzednim rozdziale wypowiedź amerykańskiej jasnowidzącej Diany, gdzie mówi o tym, że "każda usterka w samej strukturze fizycznej ludzkiego organizmu jest poprzedzona, a później występuje jednocześnie z usterką w tym ciele energetycznym, czyli polu", to znaczy, spostrzeżenia jasnowidzącej Diany świadczą o tym, że ludzkie choroby są spowodowane przede wszystkim zakłóceniami całokształtu "kokonu energetycznego" człowieka, jego energetycznego, czyli "astralnego sobowtóra".
Opisując zdjęcia "energetycznego sobowtóra" człowieka, otrzymane za pomocą specjalnie opracowanego w Kijowie urządzenia (na zasadzie odkrytej przez małżeństwo Kirlianów), naukowcy mówią o różnych stanach powłok tych ciał astralnych, czyli sobowtórów, w tym przypadku, kiedy w ognistym błyszczącym "kokonie" człowieka są dziury, uszkodzenia, które wyglądają jako ciemne plamy.
Można mieć pewność: to są miejsca lokalizacji przyszłych chorób. Z dużej ilości zdjęć wynika, że choroba powoli wpełza wewnątrz tej ochronnej powłoki człowieka, jeśli jest ona uszkodzona.
Jeden z organizatorów tych badań, pracownik Ministerstwa Zdrowia Ukrainy, doktor nauk medycznych Wasylij Mielnik zwraca uwagę na moralną higienę jako niezbędny warunek zachowania zdrowia fizycznego. Inaczej mówiąc, starożytne wyobrażenia o moralności, czystości myśli i pragnień nie są hasłami pozbawionymi podstaw materialistycznych, lecz koniecznymi warunkami zdrowia fizycznego.
Wasylij Mielnik mówi: "Zdrowe myśli, które promieniuje organizm, są naszą mocną osłoną polową, której trzeba pilnować. Nie mięśnie, lecz ognista fala nerwów zasługuje na uwagę. Właśnie tą energię trzeba odnawiać i ładować."
Na pytanie: Czym zasilać swoją energetykę? - kierujący badaniami odpowiedział: "Dobrymi, czystymi myślami i emocjami. Krótko mówiąc, popełniajcie tylko moralne czyny a mocna tarcza energetyczna jest zagwarantowana... Przekonaliśmy się naocznie, jak w zależności od myśli zmienia się aura. Na przykład jedną kobietę poprosiliśmy aby przed obiektywem pomyślała po kolei o ukochanym synu, o swoim zaciękłym wrogu i o życiowych niepowodzeniach. Efekt był przerażający. W ostatnich przypadkach strumień energii jakby przerywał się. W ogóle zauważyliśmy, że energetyka ludzi pobudliwych, roztrzęsionych jest niby pogryziona, pocięta bliznami."
Na pytanie: Czy aura ma kolor? - W. Mielnik odpowiedział: "Tak. Dobra sieć ochronna, z reguły, jest szkarłatna, ale odcienie kolorów zmieniają się od srebra do rubinu. U ludzi, którzy prowadzą niezdrowy tryb życia, ogień z czasem opuszcza wnętrze "kokonu", aura staje się słaba, nierówna, niewyraźna, szara... Zrozumieliśmy że ogień w ciele dostajemy od urodzenia. Z wiekiem zgromadzić go trudno, a zniszczyć można błyskawicznie, przez kłótnię, bijatykę, podejrzenie, lęk albo żal do siebie."
Na koniec tego przeglądu teoretycznych modeli wielowymiarowego, polowego, energetycznego świata, świata z nieruchomym czasem chcielibyśmy sądzić, że zapoznanie się z wyżej wymienionymi hipotezami i niektórymi wynikami eksperymentów, stanie się dla czytelników pewnego rodzaju bodźcem do dalszego bardziej pogłębionego studiowania tych nadzwyczajnych możliwości jednego z rozumnych mieszkańców wszechświata - człowieka z planety Ziemia.
PRAKTYKA JASNOWIDZENIA
Na pewno wielu poznało na sobie tak zwane jasnowidzenie spontaniczne czyli mimowolne. Autor tej książki jest przekonany, że większość czytelników kiedyś przyłapywało się na myśli o tym, że "to mi już się przydarzyło". Te rzadkie chwile rozpoznawania sytuacji, w której przecież Państwo nie mogli być przedtem ma właśnie nazwę "spontanicznego jasnowidzenia".
Co to jest?
Zwykle, kiedy u człowieka nagle pojawia się odczucie, że on "już widział" w najdrobniejszych szczegółach to, co właśnie się odbędzie chwilę później, łącznie z najdrobniejszymi niuansami (odwrócenie głowy, replikę, zapach, jakiś drobiazg), nie trwa to długo. Potem "okienko" do przyszłości zatrzaska się i wszystko toczy się tak, jak zwykle, tzn. Państwo już w tej sytuacji "nie byli", Państwo już żyją, jak zawsze, poznawając świat jakby po raz pierwszy.
W wielu przypadkach ludzie opisując takie wydarzenia (autor również do nich należy, bo i sam wielokrotnie przeżywał "rozpoznawanie sytuacji"), przypominali sobie, że jakby widzieli te sytuacje we śnie...
Ortodoksyjna psychologia uważa, że ludzie oglądają sny tylko w niegłębokich fazach snu. Ustalono to podczas specjalnych badań. Badanych podłączano do czujników encefalografu - przyrządu rejestrującego bioelektryczne prądy mózgu (w szczególności jego alfa-rytmy). Jeśli badacze widzieli, żę alfa-rytm nie jest zbyt spłaszczony (jego amplituda jest jeszcze dość wielka), a u śpiącego można zaobserwować ruchy źrenic pod zamkniętymi powiekami, to człowieka budzono i pytano "czy widział marzenie senne?" Odpowiedź zawsze była pozytywna. Ale kiedy badany pogrążał się w bardziej głębokim śnie, tzn. kiedy amplituda alfa-rytmu wyrównywała się, zmniejszała się do niedużych wartości (co świadczyło o głębokiej fazie snu), a ruchów oczu pod powiekami nie stwierdzano, to po obudzeniu odpowiedź na pytanie "czy widział marzenie senne?" była negatywna. Eksperymenty powtarzano wielokrotnie, ale wyniki zawsze były jednakowe. W fazach powierzchownych ludzie opowiadali, co zobaczyli we śnie, w głębokich - nie.
Na tej podstawie współczesna psychologia uważa, że ludzie mają marzenia senne tylko podczas niegłębokiego snu.
Ten wniosek można podważyć. Sprawa polega na tym, że badacze marzeń sennych ominęli ten powszechnie znany fakt, że między głębokimi fazami snu i stanem czuwania (w procesie budzenia się), człowiek koniecznie przechodzi tak zwane "dwunaste stadium" (zanik pamięci). Skala Devisa i Husbanda głębokości hipnotycznego transu wygląda w sposób następujący:
•stan czuwania nazywa się stadium zerowym;
•drugie stadium - rozluźnienie się;
•trzecie - trzepotanie powiek;
•czwarte - zamknięcie oczu;
•piąte - pełne fizyczne rozluźnienie się;
•szóste - katalepsja powiek;
•siódme - katalepsja kończyn;
•dziesiąte - kataleptyczny most;
•jedenaste - anestezja, zanik odczucia bólu w rękach;
•trzynaste - częściowe luki w pamięci, "częściowa amnezja";
•piętnaste - pohipnotyczna anestezja, tzn. kiedy człowiekowi sugerują, że po wyjściu z transu nie będzie odczuwał bólu;
•siedemnaste - zmiana osobowości;
•osiemnaste - bezpośrednie sugestie hipnotyczne;
•dwudzieste - iluzja, całkowita amnezja (pełny zanik pamięci);
•dwudzieste pierwsze - otwarcie oczu bez wyjścia z transu;
•dwudzieste trzecie - fantasmagoryczne sugestie pohypnotyczne;
•dwudzieste piąte - pełny somnambulizm;
•dwudzieste szóste - halucynacje wzrokowe;
•dwudzieste ósme - pohipnotyczne luki świadomości;
•dwudzieste dziewiąte - iluzje nieobecności (słuchowe);
•trzydzieste stadium - wzrokowa iluzja nieobecności, a również jasnowidzenie.
Ze skali wynika, że człowiek podczas głębokich faz snu (trzydzieste stadium) może zobaczyć swoją przyszłość (co się zdarza dość często. Ale w trakcie wychodzenia z tych głębokich stanów koniecznie przechodzi przez stadium dwudzieste, tzn. pełną amnezję, pełny zanik pamięci.
Dlatego, budząc się, tzn. przechodząc do stanu czuwania, człowiek wraca już nie pamiętając o tym, co zobaczył za granicami "dwudziestego stadium".
Kiedy się zdarza sytuacja, którą Państwo już znacie, to rzeczywiście widzieliście to we śnie, ale po obudzeniu nic nie zapamiętaliście, póki bodźcem do "rozpoznawania" nie okazało się nadejście tego wydarzenia, które już Państwo przeżyliście podczas snu, kiedy świadomość znajdowała się w przyszłości...
Ta "szczelinka" otwiera się tylko na jakieś mgnienie, które przeżyło wielu... Mimo to że większość ludzi uważa siebie za niezbyt uzdolnionych w jasnowidzeniu, można z pewnością stwierdzić, że prawie każdy z nas, jeszcze przed zapoznaniem się z tą książką, bezwzględnie miał doświadczenia w "widzeniu przyszłości", które pozostaje tylko rozwinąć...
Jak tego dokonać?
Ludzie praktykowali jasnowidzenie na przestrzeni całej historii cywilizacji. Rzecz jasna, że psychotechniki, które wyjaśniają tę ludzką zdolność, też mają swoje korzenie w starożytności.
Przyjęte jest rozróżniać kilka form jasnowidzenia w zależności od stosowanej psychotechniki: a) jasnowidzenie z wyróżnieniem "sobowtóra astralnego";
Czym się różni "magiczne zwierciadło", stosowane w VI w. p. n. e., od zwykłego zwierciadła z brązu?
Każde z nich ma kształt patelni, na jej dnie (w odróżnieniu od "kosmetycznych zwierciadeł") znajduje się jakiś ornament.
Po co wykonano je w ten sposób?
W zwierciadełka te wlewano zwykle wodę i magowie-wieszczbiarze, skupiając spojrzenie na powierzchni wody w centrum "czarodziejskiego zwierciadełka" mogli wysyłać swoją świadomośc w określone miejsce przestrzeni i czasu, tzn. widzieć wydarzenia, które odbywają się tam w danym momencie czy odbędą się w przyszłości. Właśnie stąd biorą początek liczne bajki różnych ludów o "czarodziejskim zwierciadełku", w którym można zobaczyć wydarzenia odbywające się w odległych miejscach. Tu właśnie bierze początek porzekadło ludowe "jak do wody patrzyć".
Zanim przystąpimy do opisywania psychotechnik stosowanych przy odkrywaniu zdolnosci jasnowidzenia, chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że niezbędnym tłem zjawiska jasnowidzenia jest stan absolutnego spokoju świadomości. Widocznie właśnie z tym jest powiązana trudność, nawet niemożliwośc opisania odczuć podczas realizacji fenomenów parapsychologicznych, na którą napotykają nawet bardzo silni jasnowidzowie. Tajemnica polega na tym, że właśnie nie ma nic do opisania, chodzi o stan absolutnego spokoju świadomości, który buddyzm określa jako "stan próżni". Nie przypadkowo do Buddy należą słowa: "Opróżnij się! I ja cię wypełnię..." Wypada wspomnieć również początek starodawnego dzieła poświęconego jodze. Mam na myśli "Joga sutrę" Patandżalego. "Joga - to jest powstrzymanie "czytty" (materii myśli) przed wirowaniem." Właśnie w tym widzimy główny sens wszelkich ćwiczeń związanych z wywołaniem jasnowidzenia. Sprawa polega na tym, że człowiekowi jest bardzo trudno "nie myśleć". W środku nas zawsze płynie "wewnętrzny monolog", tzn. stały strumień myśli. Ale jeśli się nauczyć zatrzymywać go, można osiągnąć doskonałe efekty. Przywołując epigraf do tego rozdziału: "każdy człowiek bez przerwy posługuje się - obok zwykłych zmysłów - również percepcją pozazmysłową...", można od siebie dodać:"...którą on nierozważnie tłumi w sobie".
Takie podejście do mechanizmów percepcji pozazmysłowej logicznie dostosowuje się do koncepcji Patandżalego, do wyobrażeń starożytnych Indii o "osłonie maji", która ukrywa głębinowy porządek świata, do starodawnego przedstawienia o tym, że niezbędnym warunkiem dla przejawienia się zdolności do percepcji pozazmysłowej jest absolutny spokój świadomości.
Znany jasnowidz Włodzimierz Safonow w książce "Nić Ariadny" doradza trzystopniowe wejście do stanu jasnowidzenia (czyli nadświadomości): silna, płynąca z serca chęć wiedzy; zatem - "stan próżni" (absolutnego spokoju) - około pięciu minut; i w końcu - spokojna chęć przy pełnej pewności realizacji widzenia.
Podczas przygotowań kosmonautów stosuje się ćwiczenia w surdokomorze. Surdokomora - to pomieszczenie, izolowane od świata zewnętrznego, dźwięków i innych bodźców zewnętrznych. Wieloletnia praca z kosmonautami pokazała, że przy takiej izolacji człowiek zaczyna mieć halucynacje, pojawiają się tak zwane "zmiany schematów ciała" i poczucie "sobowtóra", tzn. otwierają się naturalne zdolności pozazmysłowe. Podstawą do pojawienia się tych zdolności jest "głód sensoryczny", tzn. brak bodźców zewnętrznych. Nie przypadkiem, jak widać, wielu cudotwórców - uzdrowiaczy ze starożytności żyło jako anachoreci. Zamurowywali się oni w jaskiniach lub długo medytowali w zamkniętych celach. Można nawet stwierdzić, że, jak na ironię losu, kiedy wrzucali do więzienia mnicha rosyjskiego, wieszczbiarza Abla, to tylko przespieszano rozwój jego naturalnych zdolności jasnowidzenia.
WIESZCZE SNY. WYŁONIENIE "SOBOWTÓRA ASTRALNEGO"
Na początku zeszłego stulecia wielki rozgłos zyskały doświadczenia Charlesa Lanselaina związane z "sobowtórem astralnym". W swoim dziele "Metoda rozdwajania jaźni" Lanselain przytacza badanie eksperymentalne z panem X., który po zapoznaniu się z literaturą okultystyczną ("Wiedza tajemna"), postanowił wypróbować na sobie rozdwojenie, tzn. "wyłonić sobowtóra astralnego". Z przeczytanych książek dowiedział się, że wszelakie zjawiska parapsychologiczne poprzedzane są przez osobiste przygotowanie, przy czym podstawą tych przygotowań jest wegetarianizm. Tu warto zaznaczyć, że wegetarianizm stosowali magowie, jogowie, pytie, kapłani świątyń egipskich jeszcze w czasach starożytnych. Stosowano wegetarianizm w średniowieczu, jak również w XX wieku. Zwykle zaczyna się od czterdziestodniowego żywienia wegetariańskiego, a na trzy dni przed eksperymentem obowiązuje zupełna głodówka.
Pan X. przeszedł przez takie przygotowanie i co wieczór w ciągu czterech dni rozmyślał w skupieniu nad swoim projektem aż do wpół do drugiej w nocy, po czym kładł się spać z twardym postanowieniem wyłonienia "sobowtóra astralnego" za określoną liczbę dni. Z początku przygotowania szły dobrze, spokojnie, dążenie do osiągnięcia efektu nie słabło. Czuł, jak zwiększa się siła jego woli i to jak inaczej odbiera świat, czyli zaczynał być bardzo wrażliwy i delikatny. Ale kiedy zbliżył się wyznaczony termin, jego entuzjazm ustąpił miejsca poważnym refleksjom, pan X. zaczął zastanawiać się nad tym, na jakie niebezpieczeństwa można napotkać podczas tego eksperymentu. Jedną z myśli, która nim zawładnęła było: "a jeśli nie będę mógł z powrotem wcielić się w swoje ciało fizyczne". Na skutek tych zmartwień, w przeddzień wyznaczonego terminu, pod wpływem głębokiego lęku, o godzinie dziesiątej wieczór postanowił wszystko porzucić i położył się spać z przygnębiającym zmartwieniem, że już przygotował wszystko do eksperymentu, z którego teraz przyjdzie zrezygnować w ostatniej chwili...
Warto dodać, że w sposób niezamierzony trafił w najbardziej sprzyjające sukcesowi eksperymentu warunki, ponieważ jego nerwy były nadzwyczajnie pobudzone przez strach i irytację, co dręczyło go i odbierało sen. Zasnął jak zwykle o wpół do drugiej, ale oto co się stało potem...
"Nie wiem, ile czasu spałem, możliwe że dwie minuty, a może kilka godzin, nie wiem. Wróciła do mnie świadomość jakby we śnie. Chodziłem w nocy po swoim pokoju i, mimo ciemności, rozróżniałem najmniejsze przedmioty i szczegóły. Samopoczucie miałem dobre, ogarnęła mnie przerażającą lekkość. Wydawało mi się, że przy każdym wdechu moje ciało jakby podnosiło się, a przy każdym wydechu opadało, że niby płynę w powietrzu. W tamtej chwili nie wątpiłem: przeżywam "jasnowidzący sen". Pomyślałem o swojej córce, wydawało mi się całkowicie naturalnym, że w tym samym momencie zobaczyłem ją przed sobą, chociaż jej pokój dzieliły od mojego dwie ściany z zamkniętymi drzwiami. Moja myśl powróciła do żony, którą ujrzałem w tej chwili, ale obok niej zobaczyłem kogoś... Kogo? Nie wiem... Spiące ludzkie ciało... Nagle pojawiła się myśl, że to ciało zajmuje moje miejsce, że było to moje ciało!.. Z prędkością błyskawicy zrozumiałem wszystko: to moje ciało leżało w łóżku... ja zaś... Albo nie żyję, albo mnie eksterioryzowano, tzn. wyłoniono! Ogarnęło mnie przerażenie, że nie potrafię przyoblec się znów w swoje ciało. Przerażenie wzmocnione myślą o wszystkich niepokojących sprawach, jeśli nie żyję. W rozpaczy, z szalonym porywem najsilniejszej woli zechciałem znów wejść do swego ciała... Dalej nie pamiętam. Widzę siebie jak stoję na łóżku i zamierzam uciec. Moja żona, która nagle się obudziła, wczepiła się we mnie, usiłując zatrzymać.
Następnego dnia obudziłem się zmęczony. Żona żartowała z powodu mojej nocnej ucieczki, której prawdziwą przyczynę zataiłem. Ale obiecałem sobie nie powtarzać podobnych wybryków.
Z czasem bezładne wspomnienia ustąpiły. Zastanawiałem się: "W jaki sposób myśl o córce wywołała przede mną widmo jej, spokojnie śpiącej w swoim łóżku? Czy to moja myśl doprowadziła mnie do niej, czy rzeczywiście widziałem ją przez dzielące nas dwie ściany?
Ta myśl prześladowała mnie coraz bardziej w miarę tego, jak przygasał początkowy lęk. Przeistoczenie się odbyło z łatwością. Dlaczego miałbym nie powtórzyć doświadczenia, żeby upewnić się, czy sprawdza się w tym przypadku wyłącznie moja myśl, czy rzeczywiście moje ciało astralne było porwane przez moją myśl?
Myśl ta stawała się natarczywa, aż zdecydowałem się przeprowadzić nowy eksperyment w jedynym celu: wyjaśnić dręczący mnie szczegół...
Znów ćwiczyłem przez kilka dni, i pewnego wieczora położyłem się spać ze stanowczym zamiarem wywołania sobowtóra astralnego, żeby móć spojrzeć na śpiącą córkę...
I znów nie mogę przypomnić sobie pierwszych chwil mego rozdwojenia. Zobaczyłem jak stoję, całkiem świadomy siebie, przy łóżku córki i uważnie patrzę na nią; nie umiem, zresztą, powiedzieć, jak to się stało. Dobrze zdawałem sobie sprawę, że znajduję się w jej pokoju, widziałem meble, doznawałem jeszcze strachu, ale mętnym i przeważającym uczuciem była ciekawość. Uważnie oglądałem meble, żeby się upewnić, czy rzeczywiście jestem w pokoju córki, a nie tylko w myślach widzę te przedmioty, że one obiektywnie znajdują się przed moimi oczyma, a nie subiektywnie w moim mózgu. Potem pojawiła się myśl, że doświadczenie to jest jednak niebezpieczne i należy go zaprzestać. Nabrałem ochoty wejść do swego ciała fizycznego, i dalej już nic nie pamiętam...
Następnego dnia obudziłem się z całkiem jasnym wspomnieniem o tym, co się wydarzyło..."
Podczas snu ludzie często wędrują w postaci ciał astralnych i ich sny są odzwierciedleniem tych wędrówek. Ten pogląd podzielają specjaliści z zakresu psychologii stosowanej i te modele całkiem naśladują wyobrażenia starożytnych o doświadczeniu duszy, wędrującej we śnie osobno od ciała fizycznego. Specjaliści z zakresu przygotowywania jasnowidzów sądzą, że dla rozwijania zdolności świadomego wyłonienia "sobowtóra astralnego" trzeba posiadać silną wolę i umiejętności skupiania się. Uważa się również, że do rozwijania tej zdolności mają lepszą predyspozycję ludzie, którzy "latają we śnie".
Jako główną podstawę jasnowidzenia (oprócz otwarcia szóstej czakry", tzn. "oka Szywy"), uważa się dobrze rozwiniętą wyobraźnię. Można ją rozwinąć do takiego stopnia, że zostanie bezpośrednio "astralną", czyli "mentalną" materią. Dlatego ćwiczenia w jasnowidzeniu (w tym przypadku wywołania sobowtóra astralnego) zaczynają się od ćwiczeń rozwijających wyobraźnię. Temu właśnie poświęcone są niżej wymienione polecenia Zaocznej Szkoły Ekstrasensów w Kijowie (ekstrasens - osoba posiadająca zdolności percepcji pozazmysłowej, pojęcie szersze niż "bionergoterapeuta", od angielskiego "extrasens of perception" - percepcja pozazmysłowa).
ĆWICZENIE 1. Umieście jakiś przedmiot na poziomie oczu w odległości jednego do trzech metrów. Na początek niech to będze prosty przedmiot: pudełko zapałek, długopis. Zamknijcie oczy, wyobraźcie sobie białą, pustą, błyszczącą przestrzeń. Utrzymujcie jej wyraźny obraz w swojej wyobraźni przez trzy do pięciu minut. Potem otwórzcie oczy i przez trzy do pięciu minut obserwujcie przedmiot. Nie myślcie przy tym o nim, a tylko patrzcie jakby przez niego, niby patrząc w dal, i usiłujcie ogarnąć przedmiot w całości. Zamknijcie oczy i przez trzy do pięciu minut rysujcie w wyobraźni ten przedmiot, jakby był umieszczony w białej, błyszczącej przestrzeni. Wykonajcie ćwiczenie kilka razy, próbując wykonać go spokojnie, bez napięcia i wysiłku woli.
ĆWICZENIE 2. Przed snem, leżąc w łóżku, zamknijcie oczy, wyobraźcie sobie czarną literę "A" na białym tle. Utrzymujcie obraz litery przez kilka minut. Litera może zmieniać kształt, "pływać" - spokojnie zawracajcie ją na miejsce. Następnego dnia w ten sam sposób wyobraźcie sobie literę "B" itd., dopóki obraz nie będzie utrzymywał się trwale i wyraźnie. Następnym etapem ćwiczenia niech będze utrzymywanie liter "AB", potem "BC" itd. Później zacznijcie utrzymywać już trzy litery. Niektórzy potrafią od razu utrzymywać na swym ekranie umysłowym po pięć i więcej liter.
Ćwiczcie dalej, stopniowo zwiększając ilość liter. To ćwiczenie rozwija koncentrację uwagi, poszerza objętość pamięci i umiejętność postrzegania.
ĆWICZENIE 3. Wyobraźcie sobie niewielki czerwony kwadrat, utrwalcie go. Kwadrat zwiększa się, rozszerza w nieskończoność. Teraz przed wami pojawia się czerwona przestrzeń, obserwujcie ją. Następnego dnia wykonajcie ćwiczenie z pomarańczową przestrzenią, potem z żółtą, zieloną, niebieską, granatową i fioletową. Po nauczeniu się tego można przejść do bardziej skomplikowanych rzeczy. Na przykład wyobraźcie sobie najpierw czerwień, powoli przechodzącą w pomarańczowy kolor itd., do fioletowego, potem z powrotem. Albo narysujcie w myślach na białym tle paski różnych kolorów, wypełniając wewnętrzną przestrzeń plamami różnych kolorów.
ĆWICZENIE 4. Wyobraźcie sobie, na przykład, jabłko. Zacznijcie obracać nim w przestrzeni. Wyobraźcie sobie jak ono wylatuje s waszej głowy i lata po pokoju. Umieście go koło nasady nosa, patrzcie na nie. Ostrożnie spróbujcie w myślach wejść do niego, poczuć siebie w jego wnętrzu, kształcie, odlecieć z ciała w górę o metr i obserwować świat z tego miejsca, zobaczyć ciało na dole ściany pokoju, meble. Ćwiczenie wykonujcie ostrożnie, bowiem istnieje zagrożenie wyjścia do astrału. Konieczne jest, żeby obok znajdował się ktoś, kto mógłby pomóc od razu odzyskać przytomność przez naciskanie punktu "pogotowia", który znajduje się u nasady nosa. Mocne naciśnięcie na ten punkt wyprowadzi z każdego stanu nieprzytomności. Bardzo ważne podczas ćwiczenia jest nie tracić kontroli nad sobą. Gdy poczujecie się niedobrze, od razu otwierajcie oczy.
ĆWICZENIE 5. Spójrzcie na jakikolwiek przedmiot, zamknijcie oczy i spróbujcie zobaczyć go w tym samym miejscu. Otwórzcie oczy, porównajcie obraz przedmiotu z oryginałem. Dążcie do maksymalnej identyczności. Jeśli patrzycie z zamkniętymi oczyma na człowieka (po opanowaniu tego ćzwiczenia), to z czasem można zobaczyć świecenie, a nawet organy wewnętrzne.
ĆWICZENIE 6. Nauczcie się z otwartymi oczyma stwarzać w przestrzeni obraz jakiegokolwiek przedmiotu. Na przykład wyobrażcie sobie, że na stole stoi wazon. Postarajcie się go zobaczyć.
ĆWICZENIE 7. Róbcie wędrówki w myślach. Wyobraźcie sobie jak wychodzicie z domu, wsiadacie do autobusu, jedziecie do lasu itd.
Koniecznie notujcie codziennie swoje wrażenia po każdym czwiczeniu!
Rozwijanie zdolności jasnowidzenia przez wyłonienie "sobowtóra astralnego" należy poprzedzić kilkutygodniowym przygotowaniem. Pożądane jest wyrobienie w sobie "uczucia spadania", powtarzając ćwiczenie 7.
Należy obowiązkowo ćwiczyć po 15 - 20 minut dziennie. Wywołujcie u siebie uczucie niby lotu w przepaść. Nauczcie się wywoływać je na własne życzenie. Zapamiętajcie swoje wrażenia przed "spadnięciem" (ważne są właśnie wrażenia przed spadnięciem).
W następnym ćwiczeniu trzeba położyć się na kanapie, rozluźnić się, zamknąć oczy, zatkać uszy watą i wyobrazić sobie, że wstaliście i chodzicie po pokoju. (Zamknąć oczy i zatkać uszy trzeba po to, żeby usunąć bodźce zewnętrzne; przypomnijmy sobie ważną rolę głodu sensorycznego). Przy tym usiłujcie zobaczyć wyraźnie detale pokoju i swoje leżące ciało fizyczne. Później wybierzcie dla swoich wędrówek zamiast pokoju znany wam dom lub ulicę.
Świadome wywołanie swego zespołu informacyjno-energetycznego można dokonać podczas snu.
Zawczasu określijcie datę, kiedy to się odbędzie. Załóżmy, że określiliście Państwo, że za miesiąc odbędzie się wywołanie "sobowtóra astralnego". Aby nastawić się psychicznie, codziennie o tej samej porze notujcie ile dni i godzin pozostało do tego momentu. Wskutek tego nastawienia psychicznego wyłonienie "sobowtóra astralnego" obowiązkowo odbędzie się właśnie oznaczonego czasu. Dla ułatwienia tego procesu, dzień wcześniej trzeba stworzyć pewnego rodzaju psychologiczne tło, kiedy wola powstrzymuje pobudliwość psychiki, rozum zostaje zimny, wola nieprzychylna i nie popełnicie nic takiego, co mogłoby rzucić cień na Państwa reputację.
Wieczorem wytyczcie trasę, pewne miejsce, które chcecie odwiedzić. Przygotujcie się do obserwowania swego ciała fizycznego. Zobaczycie go takim, jakim jest w rzeczywistości, a nie takim, jakim widać go w lustrze. Podczas wyłaniania nie zatrzymujcie się na obserwowaniu swego ciała fizycznego, ponieważ, prawdopodobnie, poczujecie ochotę niezwłocznego złączenia się z nim.
Od razu po obudzeniu zanotujcie wszystkie swoje spostrzeżenia. Trzeba będzie koniecznie poleżeć kilka minut z zamkniętymi oczyma, utrwalając w pamięci wszystko, co zostało spostrzeżone i przeżyte."
Bardzo dokładnie opisała "informacyjno-energetycznego sobowtóra" francuska jasnowidząca Eugenia Garcia. Oto fragment z jej artykułu "Jasnowidzenie", który został napisany w stanie somnambulizmu i opublikowany w czasopiśmie okultystycznym "Chain magnetique" 15 kwietnia 1890 roku:
"Blask, który odchodzi z całej naszej istoty w postaci pary, najpierw szarej, później przechodzącej w białą mgłę, która gęstnieje i zwiększając przezroczystość i moc, kształtuje błyszczące nienamacalne ciało; to jest dokładna kopia śpiącej osoby, która obserwuje, jak obok niej powstaje to ciało, to światłonośne rozdwojenie, które odbywa się przez magnetyczny fluid. To błyszczące ciało, które pozwala jasnowidzącej obserwować rzeczy, ukryte przed naszymi oczami fizycznymi, jest ni czym innym, jak tak zwany "duch", "rozum", "szósty zmysł", czyli - dusza. Tak, to jest dusza, która wyłoniwszy się ze swej gęstej powłoki, nazywanej ciałem, która jest ciemna w stanie czuwania, znów przyjmuje w stanie snu swoje pierwotne właściwości, tzn. staje się czystym duchem, istotą nieważką, niedotykalną, która przenika wszędzie i, tak samo jak myśl - jej główna podstawa - nie uznaje odległości, i przez jedną tysięczną sekundy pokonuje odległość pomiędzy Paryżem a Pekinem. Gdy to błyszczące ciało dobrze się ukształtowało, obserwujemy przez naszego sobowtóra najpierw naszą nędzną powłokę, na którą patrzymy, niestety, z żalem. Ona porządnie ogranicza nas i, wzorem jaskrawego motyla, wolelibyśmy nie wracać do swojej powłoki..."
Sobowtór astralny, wyłoniony przez człowieka mimowolnie lub świadomie, może zdobywać informację albo obserwować wydarzenia nie tylko z dużej odległości, ale również przez czas. W wymienionej wyżej książce W. Durvilla "Widmo żyjących" został opisany niejaki pan Rousseau, który od dzieciństwa posiadał niesamowitą zdolność mimowolnego rozdwajania się, odczuwania, widzenia i słyszenia z odległości, tak przez przestrzeń, jak i przez czas, to znaczy mógł dowiadywać się nie tylko o wydarzeniach, które odbywają się w tym czasie, ale również wydarzeniach, które mają odbyć się za kilka dni, a nawet lat. W bardzo krótkim czasie (4 - 5 minut) poznaje wydarzenie w większych i mniejszych szczegółach, ze wszystkimi konsekwencjami, wynikającymi bezpośrednio, jak i bardziej odległymi, wyjaśnienie których wymaga dni, miesięcy, nawet lat.
RURKI ASTRALNE. ZWIERCIADŁA MAGICZNE
W dawnych czasach w Rosji praktykowano taki sposób wróżenia: "Pod szklankę z wodą kładą arkusz białego papieru, siadają w pobliżu źródła światła, pochylają się nad szklanką i pokrywają głowę niezbyt grubą białą tkaniną. Po kilku minutach obserwacji, czas trwania której zależy od stopnia zdolności do percepcji pozazmysłowej, eksperymentator może zobaczyć zarówno nieruchome obrazy, jak i ruchome sylwetki. Podczas wróżenia na narzeczonego na dnie szklanki umieszczają obrączkę."
Drugi chwyt - "naprowadzenie zwierciadła" - polega na tym, że dwa zwierciadła ustawiają naprzeciw siebie, a między nimi, po bokach, dwie zapalone świece. Szereg powtarzających się w sobie odbić w zwierciadłach stwarza iluzję niekończącego się korytarza. Jeśli eksperymentator będzie patrzył w jego ciemną dal, to bardzo często, po upływie czasu, korytarz znika, a w jego miejscu pojawiają się różnorakie obrazy o rozmiarach naturalnej wielkości. Żeby przerwać widmo należy trzykrotnie powtórzyć: "Precz siego miejsca!"
Użycie kryształu w dzisiejszych czasach jest równie rozpowszechnione jak Urim i Tummim u Żydów, i w rękach u jasnowidzącego te objawienia są niewątpliwe. Jasnowidzący nabywa, dzięki magicznym właściwościom tego narzędzia, wpatrując się w półprzezroczysty kryształ, głęboko przenikać myślami w niepostrzegalny świat."
Jako "magicznego kryształu" używa się czasem kryształowej sfery, wytoczonej z całego kawałka górskiego kryształu. Wybitny Papus w swoim odczycie "Grupy niezależnych nauk ezoterycznych" opisał "magiczne zwierciadło" przywiezione z Indii przez artystę Jamesa Tissego. Ono się składa z błyszczącej kryształowej kuli, na którą podmiot kieruje swoje spojrzenie.
Mimo rozpowszechnionego mniemania, że Nostradamus był tylko astrologiem, okultyści twierdzą, że astrologia była przykryciem dla głównego zajecia - jasnowidztwa, a wszelkie jego proroctwa, zebrane w dziele "Centuries astrologiques" zostały otrzymane poprzez magiczne zwierciadła.
Stare manuskrypty opowiadają o takim magicznym krysztale, który wielu autorów odtwarza w postaci pięknie wypolerowanego okrągłego kawałka węgla z uchwytem. Ten magiczny kryształ widziano po raz ostatni w roku 1842 w posiadłości Stewberry Hill.
"Magiczne zwierciadło" wymienionego wcześniej Emanuela Swedenborga zostało opisane przez znanego okultystycznego autora Kaganie w książce "Tajemnice przyszłego życia".
Układ tego zwierciadła wyjaśniła Kaganiemu jedna z somnambuliczek (jasnowidząca). Oto co opowiadała ona o układzie zwierciadła Swedenborga, będąc w hipnotransie: "Cienko rozdrobniony grafit rozprowadzić w oliwie do gęstości ciasta i ustawić na lekkim ogniu. Zatem biorą zwierciadlane szkło i ostrożnie podgrzawszy go, żeby nie pękło, kładą poziomo na dwie drewniane podkładki i wylewają przygotowane ciasto. W ten sposób, żeby pokryć jednolitą warstwą całą powierzchnię. Jeśli ciasto nie będzie się rozprowadzało dostatecznie jednolicie, to szkło należy przechylać raz w jedną, raz w drugą stronę. W każdym bądź razie przy rozprowadzeniu nie warto posługiwać się pędzlem, bo nieuchronnie powstaną pasy. Jeśli warstwa okaże się zbyt przezroczysta, to ją posypują tym samym proszkiem grafitu. Przyrządzone w ten sposób zwierciadło pozostawiają przez kilka dni w położeniu poziomym.
Takie zwierciadła są bardziej pożądane od posrebrzanych, z racji tego, że mniej męczą wzrok, nie powodując jaskrawych odbić (odblasków).
"Bądźcie odważni! Jesteście utalentowani! Posiadacie niewyczerpane możliwości!"
Tłum. z rosyjskiego Anna Korol i Vladimir Stockman

Logowanie
Rejestracja
Pomoc

Cytuj